piątek, 23 sierpnia 2013

# 31

Tatiana

WIGILIA

          Nareszcie nadszedł długo wyczekiwany dzień. Wszystko było dopracowane w najmniejszych szczegółach. Mieliśmy spędzić wspólnie wczesną kolację, a następnie po wręczeniu prezentów, każdy miał ruszyć do swojej rodziny.
          Zayn za proponował mi, abym poleciła z nim do jego rodziny do Bradford, ale ja nie chciałam zostawiać Peggie samą... nie w święta. W te wyjątkowe dla każdego dni, nikt nie powinien być sam. 
          Ostatnie poprawianie stołu i wszystko było gotowe. Teraz nadszedł czas na przygotowanie siebie. Ruszyłam na górę. Z torby wyciągnęłam sukienkę, którą specjalnie kupiłam na tę okazję, do tego pasujące buty i dodatki. 
          Zamykając się w łazience wzięłam prysznic, po czym posmarowałam ciało ulubionym balsamem, wysuszyłam włosy i ubrałam się. Nałożyłam odrobinę podkładu, aby wyrównać koloryt skóry. Oczy podkreśliłam czarną kredką i wytuszowałam rzędy. Po niecałych dwóch godzinach byłam gotowa. Spojrzałam jeszcze na swoje odbicie i stwierdzając, że wszystko ok, wyszłam. Następnie wyszłam z pokoju i tym samym momencie pojawiła się Peggie. Była ubrana w jasno błękitną sukienkę, beżowymi szpilkami oraz złotą biżuterią. Wyglądała wręcz przepięknie.
- no siostra, ale się wystroiłaś... ciekawi mnie tylko dla kogo? - rzekłam posyłając jej szeroki uśmiech. Ona tylko przewróciła teatralnie oczami i wspólnie zeszłyśmy na dół. 
          W salonie stał ogromny, przystrojony stół, wokół którego stało dziesięć krzeseł. Jedno puste, jak mówi tradycja, dla wędrującego. Chłopcy byli elegancko ubrani. Każdy miał na sobie ciemne spodnie oraz koszulę, krawat i coś na wierzch. Harry miał marynarkę, Niall czarno-białą bejsbolówkę, Liam kamizelkę, Louis również miał na sobie marynarkę oraz podwinięte nogawki od spodni, zaś Zayn miał ciemny, długi sweter z podwiniętymi rękawami. 
          Stał na przeciwko i wpatrywał się we mnie. Od samego wzroku czułam jak na policzki wkrada się rumieniec. Na szczęście nie musiało to dłużej trać, bo usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Co bardzo mnie ucieszyło. Nigdy nie lubiłam takich sytuacji. 
          Odwróciłam się na pięcie i poszłam otworzyć. Na schodach ujrzałam Danielle w pięknej czarnej sukience oraz tego samego kolory sandałami na obcasie i Els w kontrastyjącej do poprzedniej dziewczyny beżowej sukience i również beżowych koturnach. Wpuściłam obie do domu i zamknęłam drzwi. Przywitałyśmy się uściskiem i zaprowadziłam je do salonu do pozostałych.
          Gdy byłyśmy w komplecie, spoglądając na zegarek, który wskazywał 16:00 rozpoczęliśmy naszą wigilię. Podzieliliśmy się opłatkiem składając na wzajem życzenia i zasiedliśmy do stołu. Zajadaliśmy potrawy tocząc miłe konwersacje. 
          Po skończonym posiłku zaczęliśmy rozpakowywać prezenty. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie nie wiedząc kogo o tej porze niesie.
- spodziewacie się kogoś? - zapytałam chłopców. 
- nie mamy pojęcia - odpowiedzieli.
          Wstałam i po raz drugi dzisiejszego dnia poszłam otworzyć. Złapałam za klamkę i otworzyłam. Kogo tam zobaczyłam nawet przez myśl mi nie przeszło, że tu się pojawi. Właśnie przede mną stała moja mama Taylor, które jeszcze wczoraj dzwoniła, że nie uda jej się wrócić na święta, a teraz jej tutaj. 
- mamo, co ty tu robisz, przecież... mówiłaś, że nie dasz rady przylecieć.
- tak, wiem co mówiłam, ale plany się pozmieniały i postanowiłam jak najszybciej wrócić i pędzić z moimi córkami święta.
- tak się cieszę, że tu jesteś - odparłam i wtuliłam się w nią mocno.
          Następnie udałyśmy się do pozostałych. Gdy Peggie od razu przytuliła się do niej. Widać było jak jest szczęśliwa. Tak samo jak ja bardzo za nią tęskniła. Skończyliśmy oglądać prezenty i nadszedł czas na punkt kulminacyjny wieczoru. Z dziewczynami skierowałyśmy się do kuchni i po chwili wjechałyśmy do pokoju z ogromnym tortem urodzinowym dla Louis'a. Biedak stał i nie wiedział co zrobić. Zakrył usta dłonią i wpatrywał się w każdego po kolei. 

Louis
          Dziewczyny zniknęły w kuchni i chwilę potem pojawiły się z tortem na wózku w kształcie wielkiej marchwki. Spojrzałem na wszystkich nie wierząc w to co widzę. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się, no może odrobinę, ale i tak zrobili mi niespodziankę. Zaczęli śpiewać mi sto lat. Po wszystkim podszedłem do każdego i przytuliłem. Ale mi się na czułości zebrało. 
- no Lou teraz pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki - odparł Harry.
          Podszedłem i wpatrując się w tort pomyślałem o życzeniu, po czym dmuchnęłam i wszystkie świeczki zgasły. Przyjaciele zaczęli klaskać i składać mi życzenia.
- pokrój - podałem nóż mojej dziewczynie - ja nie mam do tego ręki... - zaśmiałem się. Po chwili wszyscy mieli swój kawałek pysznego tortu i zajadali się z apetytem.
- teraz moja kolej, mam dla wszystkich niespodziankę - powiedziała Tani i usiadła przy fortepianie.
          Zaczęła na nim grać, a po chwili dołożyłam do tego śpiew. Siedzieliśmy na kanapie wpatrzeni w nią nie dowierzając w to co widzimy. Nikt z nas nie miał pojęcia, że ona potrafi grać, a już na pewno tak pięknie śpiewać. 

When your soul finds the soul it was waiting for
When someone walks into your heart through an open door
When your hand finds the hand it was meant to hold
Don't let go
Someone comes into your world
Suddenly your world has changed forever

No there's no one else's eyes
That could see into me
No one else's arms can lift
Lift me up so high
Your love lifts me out of time
And you know my heart by heart

When you're one with the one you were meant to be find
Everything falls in place, all the stars align
When you're touched by the cloud that has touched your soul
Don't let go
Someone comes into your life
It's like they've been in your life forever

No there's no one else's eyes
That could see into me
No one else's arms can lift
Lift me up so high
Your love lifts me out of time
And you know my heart by heart

So now we've found our way to find each other
So now I found my way, to you

No there's no one else's eyes
That could see into me

No there's no one else's eyes
That could see into me
No one else's arms can lift
Lift me up so high
Your love lifts me out of time
And you know my heart by heart

And you know my heart by heart
And you know my heart by heart

          Nikt nie miał odwagi się odezwać. Siedzieliśmy i w skupieniu słuchaliśmy. Muzyka ucichła, a ona spojrzała na nas za pewne wyczekując na naszą reakcję. Każdy był w takim szoku, że nie potrafił wymówić żadnego słowa. Jako pierwszy wstał Zayn. Bez słowa podszedł do niej i przytulił.
- byłaś wspaniała, mówiłem że potrafisz śpiewać, a ty uparcie wypierałaś się tego - rzekł i pocałował ją.
- przyznaje miałeś rację - odparła, a szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy.
          Po wszystkim musieliśmy się zbierać, aby zdążyć na swój lot do rodzinnego miasta. Spakowani pojechaliśmy na lotnisko, gdzie pożegnaliśmy się i każdy z osobna wsiadł do odpowiedniego samolotu. 
______________________________________________________

I o to następny!

Co tu dużo pisać, czekam na wasze komentarze.

Piszcie czy rozdział przypadł wam do gustu.

Następny nie wiem, kiedy się pojawi, ale za pewne nie długo. Bye!!!

P.S. Przepraszam za wszelkie błędy i mam nadzieję, że tym razem pojawi sie więcej komentarzy.

środa, 14 sierpnia 2013

# 30

Margaret
- kończę z tym, nie mam zamiaru ciągnąć tego dalej... - automatycznie zatrzymałam się słysząc te słowa. Wiedziałam, że to Harry. Stałam właśnie przed jego pokojem, a po za tym wszędzie poznam jego głos - ...gówno mnie obchodzą jakie będą tego konsekwencję... - krzyczał do kogoś przez telefon - ...to rujnuje mi życie, przez ciebie nie mogę być z dziewczyną, którą kocham... - powiedział - ...no i dobrze - rozłączył się, po czym odłożył telefon i położył się na łóżku. 
          Cofnęłam się, aby przypadkiem mnie nie zauważył. Ruszyłam do pokoju rozmyślając na tym co właśnie usłyszałam. Z kim on rozmawiał, a szczególnie o czym? Czego niby Harry nie ma zamiaru dalej ciągnąć i co takiego rujnuje mu życie? A co najważniejsze o jaką dziewczynę mu chodziło? Kogo on tak bardzo kocha? Te ostatnie pytanie najbardziej mnie nurtowało. Chciałam się tego dowiedzieć.
          Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Z tego wszystkiego zasnęłam. Obudziłam się dopiero jak ktoś wparował do pokoju.
- Peggie wstawał obiad gotowy - wydarł się Tommo, po czym wybiegł.
          Podniosłam się i zeszłam na dół. Przy stole siedzieli już wszyscy. Usiadłam między Niall i Liam'em. Na przeciwko zobaczyłam Styles'a. Od razu przypomniałam mi się jego rozmowa. Zamyślona wpatrywałam się w niego dopóki, ktoś nie zaczął mi machać rękę przed oczami. Potrząsnęłam głową i rozejrzałam się dookoła. Wszyscy patrzyli na mnie.
- przepraszam zamyśliłam się - powiedziałam i zaczęłam jeść spaghetti.

Tatiana

 2 TYGODNIE PÓŹNIEJ, TRZY DNI DO ŚWIĄT

          Przygotowania idą pełną parą. Wszyscy bierzemy udział w przygotowaniach. Ja z Peggie, Dan i El zajęłyśmy kuchnię, a chłopcy mieli zająć się dekorowaniem domu (ubieranie choinki, zakładanie lampek i takie tam).
          Postanowiłyśmy zacząć od robienia makowca. Rozdzieliłyśmy sobie zadania i zabrałyśmy się do roboty.
- Niall, zostaw tą polewę czekoladową! - ostrzegła Eleonor, która nawet nie musiała się odwracać by wiedzieć, że już się czai. Westchnął tylko i wrócił z powrotem do chłopaków, którzy ubierali choinkę.
Rozdzwonił się mój telefon. Sięgnęłam po niego i odebrałam.
- cześć mamo - rzekłam.
- Tani nie bądź zła, ale nie przylecę na święta, otrzymałam nowe zlecenie, przepraszam - usłyszałam.
- szkoda, myślałam że spędzimy je razem - powiedziałam smutno.
- mi również córciu i proszę przeproś ode mnie Peggie.
- ciasto już się piecze - oznajmiła Danielle. Kiwnęłam głową i wróciłam do rozmowy.
- oczywiście, pa - rozłączyłam się i odłożyłam telefon na blat.
          Dokończyłyśmy piec ciasta i zabrałyśmy się za dania mięsne. Około 18 usiedliśmy wszyscy w salonie i rozmawialiśmy. Opierałam się plecami o tors Zayn'a, a on bawił się moimi włosami.
- masz ochotę na spacer - szepnął mi do ucha.
          Spojrzałam na niego i pocałowałam go. Chyba odebrał to za zgodę, bo załapał mnie za rękę i pociągnął do korytarza. Ubraliśmy się i informując resztę wyszliśmy. Szliśmy za rękę ulicami Londynu. Dookoła było już ciemno, a jasność dawały światła samochodów i latarni. Z nieba lekko prószył śnieg. Dawno nie spędzaliśmy czasu sami.
- co robimy dalej? - spytałam.
- no nie wiem. Może jakiś buziak dla mnie? Hmm?
- oczywiście... - podeszłam do niego bliżej i musnęłam jego usta w momencie gdy dostaliśmy fleszem po oczach. Zayn jeszcze bardziej wpił się w moje usta i w ogóle. Nie zwracał uwagi na nic w okół. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie.
- mają to czego chcieli i ja mam to czego chciałem - wyszeptał z uśmiechem.
          Odwzajemniłam uśmiech i poszliśmy dalej ze splecionymi dłońmi. Weszliśmy do centrum handlowego na wspólną przechadzkę po sklepach. Ledwo co weszliśmy, a już zaczepiła nas jakaś grupka nastolatek prosząca o autograf i zdjęcie. Głupio byłoby odmówić, więc Zayn zajął się swoją "pracą" a ja czekałam aż skończy. Na szczęście nie trwało to długo i mogliśmy iść dalej.

Niall
         
NASTĘPNY DZIEŃ, DWA DNI DO ŚWIĄT

- chłopcy my idziemy na zakupy, nie długo wrócimy - po informowała nas Tani.
          Dziewczyny wyszły, a my rozsiedliśmy się w salonie.  Liam włączył telewizor i zaczęliśmy oglądać to co akurat leciało.
- zróbmy coś szalonego! - odezwał się nagle Lou. Spojrzeliśmy po sobie z chłopakami i chyba do głowy wpadł nam ten sam pomysł.
- bitwa na jedzenie! - krzyknęliśmy wspólnie.
          Podzieliliśmy się na 2 drużyny. Zayn i ja w jednej. Liam, Harry i Lou w drugiej. Obraliśmy sobie bazy w dwóch końcach kuchni. Jedzenie latało po całym pomieszczeniu, miotaliśmy nim w siebie nawzajem. Byliśmy ubezpieczeni w garnki na głowach i jakieś trzepaczki w rękach.
Rozdzwonił się telefon Zayn'a, a ten go odebrał.
- hej kochanie... co? Nic, tak sobie rozmawiamy... my? Przecież jesteśmy dorośli i odpowiedzialni...
- uwaga! Jajko leci! - krzyknął Louis.
- muszę kończyć! Pa! - schował urządzenie do kieszeni - coś czuję, że będziemy mieli przerąbane - powiedział mi na ucho, a ja wybuchnąłem śmiechem.

Tatiana
           Postanowiłyśmy kupić chłopcom prezenty. Wiemy, że powinniśmy zrobić wcześniej, ale ostatnimi dniami działo się tak dużo, że nie miałyśmy do tego głowy.
          Chodziłyśmy po sklepach chyba już z trzy godziny i zaledwie miałam prezent dla Liam'a oraz Niall'a. Zmęczone kupiłyśmy kawę na wynos i ruszyłyśmy dalej. 
          Kiedy w końcu udało nam się kupić wszystkim prezenty wróciłyśmy do domu. Po zapłaceniu kierowcy weszłyśmy do środka. Od razu skierowałyśmy się do salonu, ale nikogo nie zastałyśmy. 
- mój boże! Co tu się stało?! - krzyknęłam wchodząc do kuchni.
          Cała była wybrudzona jedzeniem. Wszędzie była rozsypana mąka, porozbijane jajka. Już nie mówię o reszcie. Szkoda słów.
- co? - zapytała Danielle stając za mną - dorośli i odpowiedzialni... - prychnęła. Przyszła reszta dziewczyn i zaczęły wyzywać pod nosem na chłopaków.
-najciekawsze pytanie: gdzie oni teraz są? - stwierdziła zapytaniem Peggie.
- Louis!!! - wydarła się Els - Jeśli przyjdziesz tu teraz to ograniczę twoją karę do 2 tygodni!
- do tygodnia! - negocjował gdzieś z głębi domu.
- 3 tygodnie! - przekomarzała się.
- jeśli nie zejdziecie tu w przeciągu 30 sekund i nie posprzątacie w przeciągu godziny wszystkiego na błysk możecie pożegnać się z kolacją! Nie będę mówiła o innych konsekwencjach! Wychodzimy! - krzyknęłam.

Harry
- mówiłem, że będziemy mieli przerąbane... - westchnąłem i starłem mąkę z lampy pod sufitem.
- taak, a ja uznałem to za zabawne - stwierdził Niall zbierając skorupki od jajek.
- a ja jako ten odpowiedzialny powinienem był zareagować i zabronić tej zabawy - powiedział Liam wycierając lodówkę, która była umazana ketchupem.
- no nie mówcie, że wam się nie podobało! - zaśmiał się Louis.
- taak, było fajnie, ale przed sprzątaniem... - zawtórował mu Zayn.
- pozbądźmy się tego bałaganu... i w ogóle jak ja mogłem pozwolić żeby jedzenie się tak zmarnowało... - jęknął Nialler. Zaśmieliśmy się wszyscy włącznie z nim.
______________________________________________________

Cześć wszystkim!!!

Mam dla was rozdział pisany na szybko w jeden wieczór. 

Szczerze mi się nie podoba, ale ocenę zostawiam wam. 

Nie zanudzam, zapraszam do czytania.

P.S. Przepraszam was za długą nie obecność. Postaram się wstawiać rozdziały częściej.

Kocham Was <3

poniedziałek, 29 lipca 2013

# 29

Tatiana
          Minął już tydzień od pogrzebu przyjaciółki. Jednak ja dalej stoję w miejscu. Nie wychodzę z domu. Z nikim nie rozmawiam. Beczę całymi dniami i nocami. Rozmyślam nad sobą i swoim życiem. Po prostu nie jestem sobą. Nie mogę pogodzić się z tym, że mimo tak młodego wieku odeszła. Pierdolona ciężarówka. Gdyby nie ona Kristin i jej rodzice by nie zginęli.
          Siedziałam na łóżku kiedy po całym pokoju rozległo się pukanie, a następnie dźwięk skrzypiących się drzwi.
- można? - usłyszałam za sobą zachrypnięty, męski głos. Doskonale wiedziałam do kogo należy.
          Odwróciłam się powoli, a w progu zobaczyłam stojącego Malika. Ubrany był w czarne trampki, szare spodnie, biały t-shirt i czarną ramoneskę. Kiwnęłam potwierdzająco głową, na znak, że może wejść. Mulat zamknął za sobą drzwi, następnie wolnym krokiem skierował się w moją stronę.
- jak? - spytał siadając na brzegu łóżka.
          Bez słowa wtuliłam się w niego i po raz kolejny dzisiaj pozwalając sobie na płacz. Silny uścisk Zayn'a sprawił, że poczułam się bezpiecznie. Moje szlochanie było coraz głośniejsze i coraz cięższe to opanowania. Czułam jak jego koszulka jest cała mokra przez moje łzy. Jednak ten mimo wszystko mocno mnie przytulał, pokrzepiająco wodząc palcami po moich plecach.
- nie chcę cię zostawiać, ale muszę się zbierać. Dzisiaj zaczynamy kręcenie teledysku - odezwał się gładząc palcami moje włosy - obiecuję szybko wrócić - dodał szybko.
- jedź ostrosznie - rzekłam słabym, drżącym głosem kiedy płacz trochę ustał.
- obiecuję - pocałował mnie w czoło i wyszedł.
          Wstałam z łóżka, podchodząc do okna. Patrzyłam jak chłopcy wsiadają do samochodu, a po chwili odjeżdżają. Postanowiłam dzisiaj ogarnąć się trochę i w końcu wyjść z pokoju do ludzi. Na sam początek zamknęłam się w łazience. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoje odbicie. Oczy czerwone, opuchnięte od ciągłego płaczu, blada twarz, a już nie wspominając o włosach. Nie ład, przetłuszczone, nie myte od kilku dni.
          Weszłam pod prysznic i dokładnie się umyłam. Następnie rozczesałam mokre jeszcze włosy, założyłam szlafrok i poszłam do garderoby. Ubrałam zwykłe, czarne spodnie, szarą koszulkę z napisem "Rock Star" oraz czarne za kostkę glany i skórzaną kurtkę <klik>. Nałożyłam jeszcze na twarz puder, wytuszowałam rzęsy i zeszłam na dół. Po raz ostatni przyglądnęłam się swojemu odbiciu ciężko przy tym wzdychając i wyszłam z domu.
          Szłam zaśnieżonym chodnikiem. Co chwilę mijałam spieszących się ludzi zmierzających w różnym kierunku. W pewnym momencie nie zauważyłam idącego z naprzeciwka chłopaka. Wpadliśmy na siebie, co w rezultacie na śnieg spadł jego telefon.
- przepraszam - powiedziałam i spojrzałam na niego. Przed sobą zobaczyłam Ed'a.
- Tani, cześć.
- hey.
- jak się czujesz? Słyszałem o twojej przyjaciółce, przykro mi - zapytał, widać było, że martwi się.
- było ciężko, ale już jest lepiej - odparłam i uśmiechnęłam się do niego blado.
- może masz ochotę na spacer po Londynie? - spytał Ed.
- z chęcią - odpowiedziałam i poszliśmy.
          Szliśmy rozmawiając, śmiejąc się co i rusz. Dzięki Ed'owi nie myślałam o tym, co kilkanaście dni temu się stało. Że straciłam przyjaciółkę.
          Doszliśmy do parku, gdzie udało się nam usiąść na ławce. Nagle poczułam wibrację w kieszeni, a następnie dzwonek telefonu. wyciągnęłam go szybko i spojrzałam na ekran. Ujrzałam wesołą mortkę Josh'a. Odebrałam.
- Tani za 10 minut będę u ciebie i zabieram się do miasta.
- ale... - zaczęłam.
- nie słyszę sprzeciwu.
- ale Josh, ja już jestem na mieście - powiedziałam szybko na jednym wdechu, aby tylko znowu mi nie przerwał.
- tak? To super. Gdzie?
- w parku z... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ rozłączył się.

Margaret
          Powiedźcie mi co jest ze mną nie tak ? Czemu to mi zawsze jest najciężej? Czemu nikt mnie nie szanuje? Czym tak bardzo zgrzeszyłam, że zawsze musi spotykać mnie coś przykrego? Dlaczego nie mogę być w końcu szczęśliwa? Te pytania krążyły mi po głowie. Fakt, dzięki temu jestem silniejsza od wszystkich, ale do cholery nie jestem z kamienia! Mimo tego wszystkiego mam uczucia i cierpię tak samo jak inni. Szkoda tylko, że nikogo to nie obchodzi.
          Jestem sama. Siedzę, zamknięta w pokoju. Chłopcy obecnie są w studio. Nie mam teraz nikogo, kto mógłby przytulić mnie, wesprzeć na duchy. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i że zawsze będzie przy mnie. Tani mi tu nie wystarcza. Z resztą ona sama siedzi zamknięta pokoju Zayn'a zapewne robiąc to samo co ja.
          Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Obserwowałam ludzi, jak śpieszą się do pracy lub dzieci idące do szkoły. Przez te wszystkie wydarzenia nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w szkole. Za dwa tygodnie Boże Narodzenie, więc nie opłaca się już iść.
          Zrezygnowana położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w biały sufit. Przymknęłam oczy i nie wiem kiedy zasnęłam.
          Obudziłam się gdy na zegarku widniałam godzina 17:15. Podniosłam się i postanowiłam pójść do Tani, zobaczyć jak z nią. Wyszłam na korytarz i skierowałam się do pokoju Zayn'a. Zapukałam, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Pewnie śpi - pomyślałam, ale uchyliłam trochę drzwi, aby sprawdzić czy wszystko w porządku. W pokoju było ciemno, ale nigdzie nie widziałam siostry. Trochę się zmartwiłam i wtedy usłyszałam jak frontowe drzwi otwierają się i ktoś wchodzi do domu. To mogła być ona, więc szybko zbiegłam na dół i ujrzałam... chłopców.
- cześć Peggie - przywitali się i trzej z nich ruszyło do salonu. Zayn od razu udał się na górę za pewne zobaczyć jak z Tani, ale nie zdążyłam powiedzieć mu, że jej nie ma. W korytarzu został tylko Harry. Spoglądał na mnie przez dłuższą chwilę, po czym bez słowa poszedł do Liam'a, Niall'a i Louis'a.
          Poszłam jego przykładem i też skierowałam się do salonu. Usiadłam w fotelu i zaczęłam oglądać jak chłopcy grają na konsoli.
          Nagle usłyszeliśmy jak ktoś zbiega z góry, a następnie Zayn'a krzyczącego, że Tani zginęła. Był bardzo wystraszony, bał się o nią. Widać było, że ją bardzo kocha i zależy mu na niej.
          Wszyscy poderwali się i zaczęły przekrzykiwać się na zmianę.
- gdzie Tani? - zapytał mnie Zayn, ale nie zdążyłam mu nic powiedzieć, bo ktoś wszedł do domu. Okazało się, że to nasza zguba.

Tatiana
          Ed musiał już iść, więc zostałam sama i czekałam na Josh'a, który po 15 minutach pojawiła się. Chodziliśmy po mieście. Chłopak opowiadał mi co działo się od ostatniego naszego spotkania. Bardzo poprawił mi tym humor.
          Przechodząc koło kawiarni postanowiliśmy się trochę rozgrzać. Zamówiliśmy sobie kawę i coś słodkiego do przegryzienia. Tak szybko minął nam czas, że nie wiedzieliśmy kiedy na dworze zrobiło się ciemno i zaczął padać śnieg. Zdecydowaliśmy się wracać do domu. Josh zadeklarował, że mnie odprowadzi.
          Stojąc na schodach, przed posesją chłopców przytuliłam mocno przyjaciela, dziękując za miły dzień spędzony z nim, po czym weszłam do domu.
- hey wszystkim - rzekłam uśmiechając się. Sama dziwiłam się sobie, że jestem w tak dobrym humorze.
- Tani gdzieś ty była? - zapytał mnie mój chłopak przytulając - bałem, że coś ci się stało - widać, że bardzo się martwił.
- byłam puść się przejść, przepraszam.
- nigdy więcej mnie tak nie strasz - powiedział i ucałował w głowę.
- nie chcę przerywać, ale głody jestem - odezwał się Horan.
- ja też zgłodniałem - dodał Louis.
- to zamawiamy pizzę. Znając was nie będzie się wam chciało robić obiadu - powiedziałam i wystukałam na klawiaturze odpowiedni numer. Za niedługo jedliśmy już siedząc na kanapie i oglądając film komediowy, przy którym oczywiście zasnęłam.
______________________________________________________

HEY

Wiem, że ostatnio żadko dodaje rozdziału, ale to tylko dlatego, że jak już wcześniej pisałam, od bardzo długiego czasu nie mam weny

i trudno mi się pisze.

Do tego zaczęły się upały, za którymi nie przepadam.

Utrudniają mi sie skupić.


Jak tam wakacje? Byliście już gdzieś? Czy może zamierzacie gdzieś jechać? Ja byłam w weekend nad jeziorem. Było super.


Czekam na wasze komentarze. Piszcie co sądzicie o rozdziałe.

Aaaa! Zmieniłam wygląd bloga, jak już chyba zauważyliście. Mi się podoba, a wam?

Nie zanudzam, do następnego <3

środa, 17 lipca 2013

# 28

Tatiana
          Wszędzie jest światło. Jaskrawe, ciepłe, przeszywające. Z całych sił próbowałam go do siebie nie dopuścić jeszcze przez kilka cennych minut. Pragnęłam się ukryć, tylko na chwilę. Ale ono było zbyt mocne i w końcu wyrwało mnie ze snu. Przywitał mnie śliczny poranek w Londynie, przez sięgające podłogi okna wlewały się słoneczne promienie, wypełniając pokój zbyt jasnym blaskiem. Dlaczego wczoraj nie opuściliśmy rolet?
          Przez chwilę po prostu leżałam i podziwiam strzelistą panoramę Londynu. Przez tą chwilę nie myślałam o tym co ostatnimi dniami się działo. To było jak lekarstwo na mój ból, ale nie mógł trwać długo. Musiałam podnieść się z łóżka, chociaż bardzo tego nie chciałam. Mogłabym przeleżeć tu cały dzień, a nawet kilka. Nie miałam ochoty wychodzić z stąd i widzieć się z nikim. Słyszeć na okrągło tych samych słów, że współczują mi, jest im przykro, albo jak cię czujesz?
          Nie mogłam, wręcz nie chciałam pogodzić się z tym, że moja przyjaciółka... nie żyję. Taka młoda, która nie mogłaby zrobić nikomu krzywdę. Żadnemu człowiekowi, żadnemu zwierzęciu. Musiała umrzeć, jak na świecie chodzi pełno przestępców. To takie nie sprawiedliwe.
          Moje rozmyślenia przerwał Zayn wchodzący do pokoju z tacą w rękach.
- witam moją księżniczkę - uśmiechnął się siadając na brzegu łóżka - przyniosłem ci śniadanie
- Zayn, dziękuję za to, ale nie jestem głodna - odparłam
- kochanie musisz coś zjeść, nie możesz się głodzić - widziałam, że się o mnie martwi i byłam mu za to bardzo wdzięczna, ale w obecnej sytuacji nie potrafiłam nic przełknąć
- nie potrafię - szepnęłam i skuliłam się na poduszce
- Tani od tygodnia tu siedzisz, nic nie jesz. Ja rozumiem co czujesz, ale nie możesz się zaniedbywać - odłożył tacę na bok i położył się koło mnie przytulając do siebie. Czułam, że tego właśnie potrzebuję najbardziej. Jego wsparcia, towarzystwa, ciepła i miłości.
          Gładził mnie po ramieniu, co i rusz całują we włosy. Leżałam głową na jego klatce i wsłuchiwałam się w rytmiczne bicie jego serca. To zawsze mnie uspakajało. Zayn był chłopakiem, który potrafił słuchać, nie zadawał głupich pytań i gdy było trzeba mógł spędzić godzinę na bezczynnym siedzeniu w ciszy. Za to go kochałam. Nie wiem kiedy zasnęłam w jego objęciach.

Zayn
          Zobaczyłem, że Tani zasnęła, więc pomału, aby jej nie obudzić wstałem z łóżka i po cichu wyszedłem z pokoju. Zeszedłem schodami na dół i skierowałem się do salonu. Na kanapie siedzieli chłopcy, no może oprócz Niall, który za pewne buszuje w lodówce poszukiwaniu czegoś do zjedzenia.
Usiadłem na fotelu obok i zacząłem wpatrywać się w telewizor. Myślami byłem daleko z stąd. Ocknąłem się dopiero jak Lou zaczął mnie szturchać w ramię.
- stary co się dzieję? - zapytał.
- martwię się o Tani, przez te wydarzenia...
- dziwisz jej się, straciła przyjaciółkę to logiczne, że się tak zachowuje. Ale musi wiedzieć, że teraz ma u ciebie wsparcie we wszystkim.
- masz rację nie mogę zostawić jej teraz samej - wstałem i ruszyłem do niej.
          Wszedłem do korytarza i zobaczyłem Peggie schodzącą ze schodów i ciągnącą za sobą walizkę oraz Tani, która próbowała ją zatrzymać.
- Peggie! Zostań. Wiem, że ciężko ci jest mieszkać tutaj, ale proszę zrób to dla mnie - zawołała. Stałem i przyglądałem się wszystkiemu.
- Tani, ja nie mogę dłużej tu mieszkać. Nie wytrzymam tego. Ty masz wspaniałego chłopaka, który zrobi dla ciebie wszystko, a ja zakochałam się w idiocie, który teraz znalazł sobie inną, a mnie traktuje jak powietrze - krzyknęła i zauważyła mnie, po czym bez słowa wyszła w domu.
          Tani próbowała ją wołać, namawiać aby wróciła, ale nie słuchała. Podszedłem do niej i przytuliłem do siebie. Wtuliła się we mnie cicho szlochając. Gładziłem ją po plecach, aby wiedziała że ma we mnie wsparcie, że będę przy niej nie zależnie co się stanie.
          Gdy się uspokoiła podniosła głowę do góry i spojrzała na mnie tymi pięknymi brązowymi tęczówkami. Starłem jej resztki łez z policzków i uśmiechnąłem się do niej ciepło. Odwzajemniła od razu.

Margaret
          Wyszłam z domu i momentalnie niebo zaszło chmurami. Zrobiło się ciemno, zaczął wiać wiatr, a na dodatek poczułam krople deszczu.
          Usiadłam na schodach i doszłam do wniosku, że Tani miała rację. Zresztą ona zawsze ma rację. Nie mogę tak łatwo się poddać. Pokazać wszystkim, że przejmuję się tym. Przecież nie takie rzeczy się przeżywało. Nie mogę mu pokazać, że mi zależy. Jeżeli nic go to nie obchodzi, to mi tym bardziej.
Siedziałam na tych schodach dosyć długo rozmyślając o wielu rzeczach.
          Nagle zobaczyłam przed sobą duży czarny samochód parkujący na podjeździe. Wiedziałam do kogo należy i nie miała ochoty się z nim widzieć, ale było za późno. Wysiadł z auta i gdy mnie zobaczył od raz ruszył w moją stronę.
- co ty tu robisz? - spytał stając przede mną.
- od kiedy zacząłeś się mną interesować?
- Peggie!
- daruj sobie - rzekłam wstając i próbując wejść do domu, lecz poczułam jak łapie mnie za rękę.
          Obrócił mnie i chcąc nie chcąc musiałam na niego spojrzeć. Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Chyba nie za bardzo wiedział co powiedzieć. Schował dłonie do kieszeni spodni i spuścił głowę podziwiając swoje białe conversy.
- przepraszam, że ignorowałem cię przez ten cały czas, ale nie mogłem inaczej - odezwał się cały czas spoglądając w dół.
- wiesz, że jednym słowem "przepraszam" nie cofniesz czasu i  tego co czułam. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele tak nie postępują. 
- chciałbym ci powiedzieć prawdę, ale nie mogę, nie pozwalają mi - pierwszy raz od dłuższego czasu odważył się mi spojrzeć w oczy.
          Widziałam w nich smutek, wręcz rozpacz i nie miałam pojęcia co to dokładnie oznacza. Co tak na prawdę się z nim dzieje i dlaczego nie może powiedzieć mi prawdy.
- co takiego jest, że nie możesz mi powiedzieć? - zapytałam, ale on milczał - nie chcesz to nie mów - złapałam za walizkę i weszłam do domu, zostawiając go samego.
______________________________________________________

Cześć! Wiem, że znów długo musieliście czekać na rozdział i bardzo was za to przepraszam.

Ostatnio słabo mi idzie pisanie i musi potrwać zanim coś uda mi się wymyśleć.

Mam nadzieję, że spodoba się wam i nie urwiecie mi głowy za to. 

Dziękuję wszystkim tym co zostawili pod wcześniejszym komentarze.

Ogromnie mnie nimi motywujecie.

Mam pewność, że nie piszę tego wszystkiego na marne, że ktoś te moje wypociny czyta.

Nie zabieram wam już więcej czasu.

Do zobaczenia wkrótce.

Kocham Was <3

środa, 3 lipca 2013

# 27

Tatiana
          Po zakupach odwiozłam Perrie do domu i sama tez udałam się do domu chłopców. Zaparkowałam na podjeździe i z radosna weszła do środka. Już z samego progu wyczułam dziwną atmosferę. W domu panowała grobowa cisza. Zostawiłam torby w korytarzu i udałam się do salonu, gdzie ujrzałam wszystkich siedzących na kanapie.
- hey wszystkim - przywitałam się i poszłam się napić.

          Nagle w kuchni pojawiła się Peggie. Spojrzałam na nią i od razu niczego nie zauważyłam. Dopiero po jakimś czasie dostrzegłam, że coś jest nie tak.
- Peggie stało się coś? - spytałam podchodząc bliżej.
- Tani nie wiem jak ci to powiedzieć - zaczęła - lepiej będzie jak usiądziesz - udałyśmy się do salonu, gdzie nadal przebywali chłopcy.
- Peggie powiedz w końcu, bo przez twoje milczenie coraz bardziej się martwię... boże stało się coś z mamą?
- nie z mamą wszystko w porządku, ale z Kristin, ona...
- co ona? - spytałam i poczułam jak Zayn łapie mnie za rękę.
- ona nie żyję - wydusiła z siebie Margaret.
- co!?... nie... to nie może być prawda... przecież rozmawiałam z nią wczoraj - wykrzykiwałam, a po policzkach spływały mi łzy.
          Nie mogłam uwierzyć, że moja najlepsza przyjaciółka nie żyję. Wstałam i pobiegłam na górę zamykając się w pokoju. Położyłam się na łóżku wtulając się w poduszkę i wybuchając płaczem. Nie mogłam, a raczej nie chciałam pogodzić się z faktem, że już jej więcej nie zobaczę. To była moja najlepsza przyjaciółka i jedyna, którą miałam jak przeprowadziliśmy się do Londynu. A teraz ma jej nie być. Nawet nie zdążyłam się z nią pożegnać. Już mi jej brakuję. 
          Nagle poczułam na sobie dotyk. Jakby ktoś położył mi na ramieniu swoją dłoń. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą Zayn'a. Bez słowa wtuliłam się w niego jak najmocniej potrafiłam. Ponownie wybuchając płaczem. Potrzebowałam tego w tej chwili.
          Gdy już się trochę uspokoiłam spojrzałam na niego i zapytałam.
- jak to się stało? - on tylko siedział i milczał - proszę powiedz mi - błagałam.
- jechała z rodzicami i z nad przeciwka pędził samochód. Jej tato chciał uniknąć zderzenia, więc skręcił, aby go ominąć, ale nie zauważył z boku jadącej ciężarówki i wpadli wprost pod nią - powiedział, a ja  poczułam jak znów po moich policzkach zaczynają spływać słone łzy. 
          Zayn próbował je zetrzeć kciukiem, ale mu się nie udawało. Co starł jedną na jej miejscu pojawiała się nowa. Straciłam właśnie przyjaciółkę, której mogłam powiedzieć wszystko. Zawsze wiedziałam, że mam u niej wsparcie we wszystkim. Pomoże, pocieszy jeśli to będzie potrzebne. Nie wytrzymałam i wtuliłam się w chłopaka pozwalając sobie na uwolnienie wszelkim emocjom. 

Margaret
          Wczoraj odbył się pogrzeb Kristin i jej rodziców. Tani dosłownie nie wychodzi z pokoju, kiedy dowiedziała się o jej śmierci. Samej też nie jest mi lżej. Lubiłam ją, była wspaniałą dziewczyną, a teraz jej już nie ma. Atmosfera panująca w domu nie jest lepsza. Przez te wszystkie wydarzenia wszyscy chodzimy przygnębieni. Chłopcy chociaż jej nie znali, to widzę że przeżywają to tak samo jak my. Przecież każda śmierć człowieka przygnębia, a zwłaszcza bliskiej nam osoby.
          Po za tym, nawet bez tej katastrofy nie było dobrze. Od tygodnia jestem w tym domu i nadal nie chcę tu być. Z chłopakami rozmawia mi się wspaniale, lecz jeśli chodzi o Harry'ego nie zamieniłam z nim nawet jednego słowa. Ciągle unikamy się. Jak nie on wychodzi na całe dnie i za pewne spotkać się z Taylor, to ja siedzę w zamknięta w pokoju lub spaceruję po mieście.
          Dzisiejszy dzień nie różni się od innych. Tani siedziała zamknięta w pokoju na górze, a ja wiedziałam, że co bym nie zrobiła to i tak w niczym nie pomoże. Postanowiłam, więc zejść na dół i obejrzeć w samotności jakiś film z kolekcji chłopców. Kiedy znalazłam się w salonie ujrzałam stojąca przy oknie Taylor. Trzymała w dłoniach telefon, ale to na pewno nie był jej. Widziałam wcześniej, że jej jest żółty, a nie czarny.
Podeszłam szybko do niej i wyrwałam telefon. Wiedziałam, że to należy do Harry'ego, tylko zastanawiałam się co ona w nim szukała.
- to nie należy do ciebie - krzyknęła próbując odebrać mi go.
- do ciebie też nie. Harry z pewnością nie był zadowolony, że grzebiesz mu w telefonie.
- nie twoja sprawa co robię - odparła.
- co tu się dzieję? - w drzwiach pojawił się Styles - to mój? - wskazał na urządzenie w mojej ręce - kto ci pozwolił go ruszać - wyrwał mi go.
- ale to nie tak. Taylor coś w nim patrzyła, więc jej wyrwałam - zaczęłam mu tłumaczyć.
- nie opowiadaj głupot, widziałam jak przeglądałaś jego wiadomości - powiedziała Swift.
- to nie prawda - jęknęłam spoglądając na Harry'ego.
          Widziałam po nim, że mi nie wiedzy, tylko tej swojej blond- fałszywej dziewczynie. Nie miałam pojęcia, dlaczego on mnie tak traktuje. Przecież mu nic nie robiłam.
          Wybiegłam jak najszybciej z domu, nie chciałam aby widzieli jaka jestem słaba. Czułam jak po policzkach spływają mi łzy. Nie mogłam dłużej ich powstrzymywać, tak samo moich emocji. Jak tylko znalazłam się daleko od nich wybuchałam płaczem. Szłam chodnikiem mijając ludzi, którzy gapili się na mnie. Nie przejmowałam się nimi, ani trochę. Teraz chciałam być jak najdalej od tego wszystkiego zupełnie sama.
          Znalazłam się przed Tamizą, gdzie usiadłam na jednej z ławek i schowałam twarz w dłoniach.
          To chyba było najgorsze co mogło mnie w życiu spotkać. Bolało jak diabli. Miałam ochotę zasnąć i już nigdy się nie obudzić.
______________________________________________________

Cześć wszystkim!!!

Na wstępie muszę powiedzieć, że trochę

zawiodłam się na was.

Trzy komentarze, myślałam że będzie ich więcej.

Ale mam nadzieję, że teraz bardziej się postaracie :D


Przepraszam jeśli są jeszcze jakieś błędy. Próbowałam je wszystkie wyłapać.

Co do rozdział to nawet mi się podoba.

A wy co o nim sądzicie?? Podoba się czy nie??

Piszcie w komentarzach.

Pozdrawiam i do następnego <3

czwartek, 27 czerwca 2013

# 26

Margaret
          Kolejny dzień w tym domu - pomyślałam gdy tylko się przebudziłam. Bardzo chciałam być teraz z dala od tego domu, pokoju, a zwłaszcza JEGO. Rozejrzałam się po pokoju, w którym byłam sama. Wstałam i wprost skierowałam się do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę, a następnie udałam się go swojej szafy ubrać się. Dzisiaj postawiłam na kolorowe legginsy, bokserkę czarną, żółty sweter i różowy szal <klik>.
          Usiadłam na chwilę na łóżku i chciałam sięgnąć po telefon. Wtedy zauważyłam leżącą kartkę na szafce. Wzięłam ją i rozwinęłam. Zaczęłam czytać.
"Ślicznie wyglądasz jak śpisz."
          Tylko tyle było napisane. Żadnego podpisu, nic. Czytałam chyba te jedno zdanie z setny raz i nie miałam pojęcia, kto mógł to napisać. Przez moją głowę przelatywało tyle imion, ale żadne nie pasowało.
          Odłożyłam kartkę z powrotem na szafkę i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i zobaczyłam Tani siedząca samotnie na kanapie. Bez słowa usiadłam koło niej.
- gdzie chłopcy? - spytałam po kilku minutach.
- pojechali do studia - odpowiedziała, a mi od razu ulżyło.
          Przez chociaż jakiś czas nie będę musiała go widzieć. Wstałam i ruszyłam do kuchni zrobić sobie późne śniadanie. Zważając na to, że było już po 11. Naszykowałam kilka kanapek z szynką i zaparzyłam herbatę cytrynową. Zasiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Gdy już skończyłam odstawiłam brudne naczynia do zmywarki i skierowałam się do salonu.
- masz jakieś plany na dzisiaj? - spytałam nagle siostrę - może pojedziemy na jakieś zakupy czy coś?
- Peggie przepraszam, ale jestem dzisiaj już umówiona, wiesz z kim... Perrie - westchnęłam.
- nic nie szkodzi. Posiedzę tu sama, pooglądam telewizję i będę czekać, aż wrócicie - odparłam.
- proszę nie gniewaj się.
- Tani, nie gniewam się. Pójdę do pokoju poczytać coś - wstałam i ruszyłam schodami na górę.

Tatiana
          Margaret poszła, a ja zastanawiałam się co zrobić. Przecież doskonale wiem, jak to wszystko przeżywa. Czułam się winna, że zostawiam ją sama. To moja siostra i powinniśmy trzymać się razem. Dlatego wstałam i poszłam do niej. Gdy byłam już na górze złapałam za klamkę i weszłam do naszego pokoju.
- Peggie, a może chcesz pójść ze mną?
- nie, nie będę wam przeszkadzać.
- ależ skąd, po za tym będę lepiej się czułam jak będziesz obok. Tak na prawdę to nie mam pojęcia, dlaczego jej to za proponowałam. Z chęcią bym tam nie poszła - usiadłam na łóżku na przeciwko sis.
- to nie idź, nikt cię do tego nie zmusza.
- wiem, ale chcę z nią porozmawiać, dowiedzieć się czegoś
- czy raczej powiedzieć jej, aby trzymała się z dala od Zayn'a - spojrzała na mnie.
          Bez słowa podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarne rurki, bluzkę z 3/4 rękawem i piórem na przodzie oraz siwe ugg oraz białą czapkę i szal <klik>. Przebrałam się w łazience. Podkreśliłam oko czarną kredką, wytuszowałam rzęsy i nałożyłam puder na twarz oraz błyszczykiem musnęłam swoje usta. Gotowa wróciłam do pokoju po torebkę. Włożyłam do niej portfel, telefon i kilka innych rzeczy.
          Wyszłam z domu i ruszyłam do centrum. Na szczęście na drogach nie było korków, więc w kilkanaście minut dotarłam na miejsce. Zaparkowałam samochód i weszłam do środka. Postanowiłam zadzwonić do niej, aby dowiedzieć się gdzie jest. Dopiero po trzecim sygnale odebrała.
- cześć jesteś już w centrum? Ja właśnie przyjechałam.
- hey, tak nie daleko Top Shopu.
- to czekaj za minutę będę - powiedziałam i rozłączyłam się.
          Skierowałam się w odpowiednia stronę i chwilę potem zobaczyłam stojącą różowowłosą wśród tłumy. Podeszłam i przywitałam się. Następnie poszłyśmy się przejść po sklepach, przy okazji rozmawiając. Po dość dużych zakupach udałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Każda zamówiła sobie po kawie i zasiadłyśmy przy wolnym stoliku. Rozmawiałyśmy, poznawałyśmy się nawzajem.
- Tani chciałam cię jeszcze raz przeprosić, za to co ci zrobiłam. Wiem, że to było głupie i nie powinnam tego robić.
- wiem, że byłaś zazdrosna, ale nie pojmuję dlaczego wymyśliłaś ciążę, przecież wiedziałaś, że wcześniej czy później to się wyda i wtedy będzie jeszcze gorzej,
- wiedziałam jak bardzo cię kocha i jak na ciebie patrzy. Na mnie nigdy tak nie spojrzał i to bolało. Jesteś wyjątkową dziewczyną i Zayn ma szczęście, że cię ma.
- i to wszystko zrobiłaś tylko dlatego?
- tak, a przez te kilka dni gdy ciebie nie było, Zayn w ogóle się do mnie nie odzywał...
- dziwisz mu się - przerwałam jej wypowiedź.
- no nie, ale nie musisz się obawiać, więcej nie stanę na waszej drodze, obiecuję - odparła.
______________________________________________________

Wiem, że zawaliłam wszystko. Kompletnie mi nie wyszedł. Przepraszam za to i że tak długo nie wstawiałam nic. Tak jak pisałam wcześniej jakoś nie mam ostatnio weny. Proszę piszcie co sądzicie o rozdziale.

Do następnego, który nie mam pojęcia kiedy będzie.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

# 25

Margaret
          Po rozmowie z rodzicielką okazało się, że musi wyjechać na cały miesiąc do Los Angeles, ponieważ dostała jakiś duży, ważny projekt. Rozumiem ją taką, przecież ma pracę. Lecz co usłyszałam potem zbiło mnie w ziemię. Tani przeprowadza się do Zayn'a, aby z nim mieszkać. To jeszcze przeżyję, ale to że ja mam się wprowadzić do nich już nie. Nie wyobrażam sobie, abym mieszkała pod jednym dachem z NIM. Ok, jakoś przeżyję z chłopakami, ale z Harry'm... nigdy. A to wszystko tylko dlatego, że nasza kochana,
troskliwa mamusia nie chcę, abym przez czas jej nieobecności mieszkała sama. Przecież może coś mi się stać. No proszę jestem pełnoletnia i chyba mogę już decydować sama za siebie. Ale jak się uprze to nic nie da jej przekonać do zmiany zdania. Dlatego pozostaje mi się tylko spakować.
          Siedziałam w pokoju i pakowałam potrzebne rzeczy do walizki.
- spakowana? - zapytała mam wchodząc do mojego pokoju.
- mamo... - zaczęłam.
- Peggie przestań - przerwała mi.
- mam prawie 19 lat, jestem dorosła. Dlaczego nie mogę zostać, nic mi się nie stanie.
- Margaret, kochana nie zostaniesz tutaj sama. Tani przeprowadza się do chłopców i ty też. Po za tym nie chcę, aby coś ci się stało.
- ale mamo - jęknęłam, lecz ona była nieugięta i tak po prostu wyszła.
          Położyłam się na łóżku i gapiłam się w sufit. Boże nie chcę tam jechać. Nie wytrzymam całego miesiąca z nim. W jednym domu, w tym samym pomieszczeniu i oddychając tym samym powietrzem. Przecież to nie realne. Jak mam się zachowywać. Ignorować, udawać że go nie ma czy... nie wiem. Czemu to zawsze musi być tak skomplikowane. Dlaczego chociaż raz nie może być proste.
          Najpierw zachowuje się jak najlepszy przyjaciel. Jest opiekuńczy, pomocny. Nie wspominając, że przekroczył to nie raz granicę przyjaźni całując mnie. Można powiedzieć, że rozkochał mnie w sobie, a potem zaczął unikać, aż teraz znalazł sobie inną, a o mnie kompletnie zapomniał traktując jak powietrze. Jakbym w ogóle nie istniała.
          Rozmyślałam tak dość długo, dopóki do pokoju nie spodziewanie nie wpadła Tani.
- Peggie widziałaś moją niebieską koszulę bez rękawów? - spytała.
- tą co masz na sobie? - odpowiedziałam jej pytaniem na pytanie.
- och dzięki - rzekła spoglądając na siebie, po czym dosłownie wybiegła z pokoju.
          Dokończyłam pakowanie i z walizką zeszłam na dół. Zostawiłam ją w korytarzu i udałam się do kuchni. Z szafki wyciągnęłam szklankę i nalałam do niej soku pomarańczowego. Oparłam się o blat i popiłam łyk napoju.
          Nagle usłyszałam warkot samochodu, a po chwili jego klakson. Po schodach zbiegła Tani i tyle ją widziałam. Dopiłam sok i ruszyłam za nią. Przez otwarte na otrzesz drzwi ujrzałam wysiadającego z auta Zayn'a.
          Założyłam buty i złapałam za swoją torbę. Wyciągnęłam rączkę i ciągnąć ją na kółkach skierowałam się do samochodu. Chłopak pomógł mi zapakować do bagażnika i po pożegnaniu się z rodzicielką wsiadłam na tylne siedzenie. Po kilku minutach pojawiła się Tani z Zayn'em. Zapieliśmy wszyscy pasy i ruszyliśmy.
          W nie całe 20 minut byliśmy pod ich domem. Wysiadłam wpatrując się w ogromny dom. Nie mogłam się nadziwić. Chyba jest większy niż nasz.
- Peggie idziesz? - zapytała mnie nie spodziewanie sis, za to ja kiwnęłam głową i obie poszłyśmy do środka.
          Minęłam próg i znalazłam się w ogromnym holu, gdzie przebywali już wszyscy domownicy. Z każdym przywitałam się, po czym wraz z Tani zostałyśmy zaprowadzone na górę, aby pokazać nam tymczasowy pokój. Zostawiłyśmy swoje bagaże i zeszłyśmy na dół do salonu, gdzie siedzieli chłopcy. Pooglądaliśmy kilka filmów, zamówiliśmy też pizzę.
          Jak na razie wszystko było w porządku. Co chwilę zerkałam na Harry'ego, który siedział na fotelu. Ten zaś cały czas wpatrywał się w telefon, pisząc coś przy tym. Postanowiłam skupić się na oglądaniu filmu, ale za każdym razem nie potrafiłam. Widok szczerzącego się Styles'a do telefon rozpraszał mnie.
          Nagle, nie spodziewanie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Harry pospiesznie wstał i zginął w korytarzu. Za parę minut pojawił się z blondyną Taylor. Już sam ich widok doprowadzał mnie do płaczu.
- wiecie co, ja się pójdę położyć - odparłam wstając z kanapy.
- coś się stało? - zapytała mnie Tani, która siedziałam wtulona w mulata.
- nie, ale zmęczona jestem - rzekłam i udałam się na górę.
          Nie chciałam dłużej widzieć ich. Wiedziałam, że jeśli została bym tak dłużej to na pewno rozpłakałabym się. Nie mogłam na nich patrzeć, to zbyt bolało. Od razu jak ją zobaczyłam to zakuło mnie w sercu. Zakochałam się w tym idiocie i nie mam pojęcia jak z tego wyjść.
          Położyłam się na łóżku, włączyłam w słuchawkach muzykę i leżałam wpatrując się w sufit. Za oknem powoli robiło się szaro. Postanowiłam się wykąpać i resztę dnia przeleżeć w łóżku. Nie miałam humoru na jakieś zabawy w towarzystwie.
          Trzydzieści minut później byłam umyta i przebrana w piżamę. Wzięłam laptop siostry i zaczęłam przeglądać twittera. Popisałam trochę z Hannah'ą. Wyżaliłam się jej i od razu zrobiło mi się lżej na sercu. Po godzinie wyłączyłam go i poszłam spać.
          Leżałam z zamkniętymi oczami kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Za pewne to była Tani, ale nie przejmowałam się tym, tylko próbowałam zasnąć.
______________________________________________________

Hey!!!

W końcu udało mi się coś napisać. Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam. Nie miałam na niego pomysłu ani weny. Czuję, że jest już lepiej niż wcześniej. Może uda się, że wena wróci i znów będę mogła dla was pisać.

Teraz zapraszam do czytania. Może nie jest za długi, ale postaram się , aby kolejny był o wiele dłuższy. Piszcie co o tym sądzicie. Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach.

Buziaki i do następnego <3