czwartek, 27 czerwca 2013

# 26

Margaret
          Kolejny dzień w tym domu - pomyślałam gdy tylko się przebudziłam. Bardzo chciałam być teraz z dala od tego domu, pokoju, a zwłaszcza JEGO. Rozejrzałam się po pokoju, w którym byłam sama. Wstałam i wprost skierowałam się do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę, a następnie udałam się go swojej szafy ubrać się. Dzisiaj postawiłam na kolorowe legginsy, bokserkę czarną, żółty sweter i różowy szal <klik>.
          Usiadłam na chwilę na łóżku i chciałam sięgnąć po telefon. Wtedy zauważyłam leżącą kartkę na szafce. Wzięłam ją i rozwinęłam. Zaczęłam czytać.
"Ślicznie wyglądasz jak śpisz."
          Tylko tyle było napisane. Żadnego podpisu, nic. Czytałam chyba te jedno zdanie z setny raz i nie miałam pojęcia, kto mógł to napisać. Przez moją głowę przelatywało tyle imion, ale żadne nie pasowało.
          Odłożyłam kartkę z powrotem na szafkę i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i zobaczyłam Tani siedząca samotnie na kanapie. Bez słowa usiadłam koło niej.
- gdzie chłopcy? - spytałam po kilku minutach.
- pojechali do studia - odpowiedziała, a mi od razu ulżyło.
          Przez chociaż jakiś czas nie będę musiała go widzieć. Wstałam i ruszyłam do kuchni zrobić sobie późne śniadanie. Zważając na to, że było już po 11. Naszykowałam kilka kanapek z szynką i zaparzyłam herbatę cytrynową. Zasiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Gdy już skończyłam odstawiłam brudne naczynia do zmywarki i skierowałam się do salonu.
- masz jakieś plany na dzisiaj? - spytałam nagle siostrę - może pojedziemy na jakieś zakupy czy coś?
- Peggie przepraszam, ale jestem dzisiaj już umówiona, wiesz z kim... Perrie - westchnęłam.
- nic nie szkodzi. Posiedzę tu sama, pooglądam telewizję i będę czekać, aż wrócicie - odparłam.
- proszę nie gniewaj się.
- Tani, nie gniewam się. Pójdę do pokoju poczytać coś - wstałam i ruszyłam schodami na górę.

Tatiana
          Margaret poszła, a ja zastanawiałam się co zrobić. Przecież doskonale wiem, jak to wszystko przeżywa. Czułam się winna, że zostawiam ją sama. To moja siostra i powinniśmy trzymać się razem. Dlatego wstałam i poszłam do niej. Gdy byłam już na górze złapałam za klamkę i weszłam do naszego pokoju.
- Peggie, a może chcesz pójść ze mną?
- nie, nie będę wam przeszkadzać.
- ależ skąd, po za tym będę lepiej się czułam jak będziesz obok. Tak na prawdę to nie mam pojęcia, dlaczego jej to za proponowałam. Z chęcią bym tam nie poszła - usiadłam na łóżku na przeciwko sis.
- to nie idź, nikt cię do tego nie zmusza.
- wiem, ale chcę z nią porozmawiać, dowiedzieć się czegoś
- czy raczej powiedzieć jej, aby trzymała się z dala od Zayn'a - spojrzała na mnie.
          Bez słowa podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarne rurki, bluzkę z 3/4 rękawem i piórem na przodzie oraz siwe ugg oraz białą czapkę i szal <klik>. Przebrałam się w łazience. Podkreśliłam oko czarną kredką, wytuszowałam rzęsy i nałożyłam puder na twarz oraz błyszczykiem musnęłam swoje usta. Gotowa wróciłam do pokoju po torebkę. Włożyłam do niej portfel, telefon i kilka innych rzeczy.
          Wyszłam z domu i ruszyłam do centrum. Na szczęście na drogach nie było korków, więc w kilkanaście minut dotarłam na miejsce. Zaparkowałam samochód i weszłam do środka. Postanowiłam zadzwonić do niej, aby dowiedzieć się gdzie jest. Dopiero po trzecim sygnale odebrała.
- cześć jesteś już w centrum? Ja właśnie przyjechałam.
- hey, tak nie daleko Top Shopu.
- to czekaj za minutę będę - powiedziałam i rozłączyłam się.
          Skierowałam się w odpowiednia stronę i chwilę potem zobaczyłam stojącą różowowłosą wśród tłumy. Podeszłam i przywitałam się. Następnie poszłyśmy się przejść po sklepach, przy okazji rozmawiając. Po dość dużych zakupach udałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Każda zamówiła sobie po kawie i zasiadłyśmy przy wolnym stoliku. Rozmawiałyśmy, poznawałyśmy się nawzajem.
- Tani chciałam cię jeszcze raz przeprosić, za to co ci zrobiłam. Wiem, że to było głupie i nie powinnam tego robić.
- wiem, że byłaś zazdrosna, ale nie pojmuję dlaczego wymyśliłaś ciążę, przecież wiedziałaś, że wcześniej czy później to się wyda i wtedy będzie jeszcze gorzej,
- wiedziałam jak bardzo cię kocha i jak na ciebie patrzy. Na mnie nigdy tak nie spojrzał i to bolało. Jesteś wyjątkową dziewczyną i Zayn ma szczęście, że cię ma.
- i to wszystko zrobiłaś tylko dlatego?
- tak, a przez te kilka dni gdy ciebie nie było, Zayn w ogóle się do mnie nie odzywał...
- dziwisz mu się - przerwałam jej wypowiedź.
- no nie, ale nie musisz się obawiać, więcej nie stanę na waszej drodze, obiecuję - odparła.
______________________________________________________

Wiem, że zawaliłam wszystko. Kompletnie mi nie wyszedł. Przepraszam za to i że tak długo nie wstawiałam nic. Tak jak pisałam wcześniej jakoś nie mam ostatnio weny. Proszę piszcie co sądzicie o rozdziale.

Do następnego, który nie mam pojęcia kiedy będzie.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

# 25

Margaret
          Po rozmowie z rodzicielką okazało się, że musi wyjechać na cały miesiąc do Los Angeles, ponieważ dostała jakiś duży, ważny projekt. Rozumiem ją taką, przecież ma pracę. Lecz co usłyszałam potem zbiło mnie w ziemię. Tani przeprowadza się do Zayn'a, aby z nim mieszkać. To jeszcze przeżyję, ale to że ja mam się wprowadzić do nich już nie. Nie wyobrażam sobie, abym mieszkała pod jednym dachem z NIM. Ok, jakoś przeżyję z chłopakami, ale z Harry'm... nigdy. A to wszystko tylko dlatego, że nasza kochana,
troskliwa mamusia nie chcę, abym przez czas jej nieobecności mieszkała sama. Przecież może coś mi się stać. No proszę jestem pełnoletnia i chyba mogę już decydować sama za siebie. Ale jak się uprze to nic nie da jej przekonać do zmiany zdania. Dlatego pozostaje mi się tylko spakować.
          Siedziałam w pokoju i pakowałam potrzebne rzeczy do walizki.
- spakowana? - zapytała mam wchodząc do mojego pokoju.
- mamo... - zaczęłam.
- Peggie przestań - przerwała mi.
- mam prawie 19 lat, jestem dorosła. Dlaczego nie mogę zostać, nic mi się nie stanie.
- Margaret, kochana nie zostaniesz tutaj sama. Tani przeprowadza się do chłopców i ty też. Po za tym nie chcę, aby coś ci się stało.
- ale mamo - jęknęłam, lecz ona była nieugięta i tak po prostu wyszła.
          Położyłam się na łóżku i gapiłam się w sufit. Boże nie chcę tam jechać. Nie wytrzymam całego miesiąca z nim. W jednym domu, w tym samym pomieszczeniu i oddychając tym samym powietrzem. Przecież to nie realne. Jak mam się zachowywać. Ignorować, udawać że go nie ma czy... nie wiem. Czemu to zawsze musi być tak skomplikowane. Dlaczego chociaż raz nie może być proste.
          Najpierw zachowuje się jak najlepszy przyjaciel. Jest opiekuńczy, pomocny. Nie wspominając, że przekroczył to nie raz granicę przyjaźni całując mnie. Można powiedzieć, że rozkochał mnie w sobie, a potem zaczął unikać, aż teraz znalazł sobie inną, a o mnie kompletnie zapomniał traktując jak powietrze. Jakbym w ogóle nie istniała.
          Rozmyślałam tak dość długo, dopóki do pokoju nie spodziewanie nie wpadła Tani.
- Peggie widziałaś moją niebieską koszulę bez rękawów? - spytała.
- tą co masz na sobie? - odpowiedziałam jej pytaniem na pytanie.
- och dzięki - rzekła spoglądając na siebie, po czym dosłownie wybiegła z pokoju.
          Dokończyłam pakowanie i z walizką zeszłam na dół. Zostawiłam ją w korytarzu i udałam się do kuchni. Z szafki wyciągnęłam szklankę i nalałam do niej soku pomarańczowego. Oparłam się o blat i popiłam łyk napoju.
          Nagle usłyszałam warkot samochodu, a po chwili jego klakson. Po schodach zbiegła Tani i tyle ją widziałam. Dopiłam sok i ruszyłam za nią. Przez otwarte na otrzesz drzwi ujrzałam wysiadającego z auta Zayn'a.
          Założyłam buty i złapałam za swoją torbę. Wyciągnęłam rączkę i ciągnąć ją na kółkach skierowałam się do samochodu. Chłopak pomógł mi zapakować do bagażnika i po pożegnaniu się z rodzicielką wsiadłam na tylne siedzenie. Po kilku minutach pojawiła się Tani z Zayn'em. Zapieliśmy wszyscy pasy i ruszyliśmy.
          W nie całe 20 minut byliśmy pod ich domem. Wysiadłam wpatrując się w ogromny dom. Nie mogłam się nadziwić. Chyba jest większy niż nasz.
- Peggie idziesz? - zapytała mnie nie spodziewanie sis, za to ja kiwnęłam głową i obie poszłyśmy do środka.
          Minęłam próg i znalazłam się w ogromnym holu, gdzie przebywali już wszyscy domownicy. Z każdym przywitałam się, po czym wraz z Tani zostałyśmy zaprowadzone na górę, aby pokazać nam tymczasowy pokój. Zostawiłyśmy swoje bagaże i zeszłyśmy na dół do salonu, gdzie siedzieli chłopcy. Pooglądaliśmy kilka filmów, zamówiliśmy też pizzę.
          Jak na razie wszystko było w porządku. Co chwilę zerkałam na Harry'ego, który siedział na fotelu. Ten zaś cały czas wpatrywał się w telefon, pisząc coś przy tym. Postanowiłam skupić się na oglądaniu filmu, ale za każdym razem nie potrafiłam. Widok szczerzącego się Styles'a do telefon rozpraszał mnie.
          Nagle, nie spodziewanie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Harry pospiesznie wstał i zginął w korytarzu. Za parę minut pojawił się z blondyną Taylor. Już sam ich widok doprowadzał mnie do płaczu.
- wiecie co, ja się pójdę położyć - odparłam wstając z kanapy.
- coś się stało? - zapytała mnie Tani, która siedziałam wtulona w mulata.
- nie, ale zmęczona jestem - rzekłam i udałam się na górę.
          Nie chciałam dłużej widzieć ich. Wiedziałam, że jeśli została bym tak dłużej to na pewno rozpłakałabym się. Nie mogłam na nich patrzeć, to zbyt bolało. Od razu jak ją zobaczyłam to zakuło mnie w sercu. Zakochałam się w tym idiocie i nie mam pojęcia jak z tego wyjść.
          Położyłam się na łóżku, włączyłam w słuchawkach muzykę i leżałam wpatrując się w sufit. Za oknem powoli robiło się szaro. Postanowiłam się wykąpać i resztę dnia przeleżeć w łóżku. Nie miałam humoru na jakieś zabawy w towarzystwie.
          Trzydzieści minut później byłam umyta i przebrana w piżamę. Wzięłam laptop siostry i zaczęłam przeglądać twittera. Popisałam trochę z Hannah'ą. Wyżaliłam się jej i od razu zrobiło mi się lżej na sercu. Po godzinie wyłączyłam go i poszłam spać.
          Leżałam z zamkniętymi oczami kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Za pewne to była Tani, ale nie przejmowałam się tym, tylko próbowałam zasnąć.
______________________________________________________

Hey!!!

W końcu udało mi się coś napisać. Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam. Nie miałam na niego pomysłu ani weny. Czuję, że jest już lepiej niż wcześniej. Może uda się, że wena wróci i znów będę mogła dla was pisać.

Teraz zapraszam do czytania. Może nie jest za długi, ale postaram się , aby kolejny był o wiele dłuższy. Piszcie co o tym sądzicie. Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach.

Buziaki i do następnego <3

piątek, 17 maja 2013

# 24

Josh
          Otworzyłem drzwi i zobaczyłem stojącego przede mną Zayn'a. Nie spodziewałem się go tutaj.
- cześć - przywitał się.
- hey.
- wiem, że u ciebie jest Tani. Proszę pozwól mi z nią porozmawiać, chcę jej wszystko wytłumaczyć.
- Zayn zrobił bym to, ale nie wiem czy Tani ze chcę z tobą rozmawiać. Wiesz nie codziennie się słyszy, że osoba, z którą jesteś spodziewa się dziecka z kimś innym.
- to nie prawda, ona to zmyśliłam. Gdy dowiedziała się, że jestem z Tani postanowiłam mnie odzyskać i dlatego zaczęła udać, że jest w ciąży.
- z skąd to wiesz? - zapytałem.
- powiedziała mi dzisiaj, gdy zauważyła że to nic nie daje i nie chcę do niej wrócić, bo nadal kocham Tani i tylko ją. Nie wyobrażam sobie mojego życie bez niej. To najważniejsza osoba w moim życiu. Kocham ją najmocniej na świecie - powiedział.
          Nie spodziewanie pojawiła się Tani. Spoglądała na Zayn, ale widać było, że nadal ma wątpliwości.
- Tani... - zaczął, ale mu przerwała.
- to prawda co powiedziałeś?
- tak Perrie nie jest ze mną w ciąży, to był tylko podstęp, abym do niej wrócił.
- jaką pewność mam mieć, że mówisz prawdę - rzekła.
- bo to prawda - w drzwiach pojawiła się Perrie - gdy przeczytałam w gazecie, że Zayn z kimś jest poczułam się zazdrosna. Dlatego wymyśliłam tą ciążę. Myślałam, że gdy powiem mu o tym zostawi cię i wróci do mnie, ale nie sądziłam, że on cię tam bardzo kocha. Przez te dni był załamany, ciężko mi było patrzeć jak cierpi i to przeze mnie, więc postanowiłam powiedzieć całą prawdę. Przepraszam was za to, byłam egoistką, która myślała tylko o sobie - powiedziała, po czym odwróciła się i odeszła.

Tatiana
          Po tym co powiedziała, zrobiło mi się jej żal. Po przemyśleniu stwierdzam, że ja też mogłabym coś takiego zrobić. W desperacji po rozstaniu z kimś różne rzeczy się robi i ja to rozumiem. Chciała tylko odzyskać chłopaka, którego może jeszcze nadal kochała. Nie dziwie się jej, że to zrobiła.
 - czekaj - krzyknęłam i podbiegłam do niej - ty nadal go kochasz i dlatego to zrobiłaś? - spytałam a ona przytaknęła głową - nie pomyślałaś, że może on jest szczęśliwy ze mną.
- przepraszam, nie myślałam logicznie. Wcale nie zastanawiałam się czy dzięki tobie jest szczęśliwy, czy się kochacie. Ja tylko myślałam wyłącznie o sobie, ale obiecuję, że już nigdy nie stanę na waszej drodze, przyrzekam - rzekła.
          Wiedziałam, że żałuje tego, ale jak przemyśleć to wszystko i dochodzę do wniosku, że jakbym kogoś tak bardzo kocha, to sądzę że też mogłabym dopuścić się czegoś podobnego.
- nie będę wam już przeszkadzać - powiedziała i chciała odejść.
- masz jakieś plany na dzisiaj?
- nie - odpowiedziała zdziwiona.
- co powiesz na małe zakupy, zdajesz się być fajną dziewczyną, a ja z chęcią cię poznam - odparłam.
- po tym wszystkich chcesz mnie poznać.
- tak, po za tym uwielbiam wasz zespół, piosenki i chciałam kiedyś was spotkać, więc?
- wymiana? - zapytała.
- jasne - odparłam i wyciągnęłam telefon z kieszeni, aby zapisać jej numer, zaś ona mój - to jesteśmy umówione.
          Rozeszłyśmy się i podeszłam do chłopców, którzy obserwowali całe zdarzenie. Spojrzałam na Zayn'a i widziałam po jego twarzy, że coś mu nie pasuje. Nie przejęłam się zbytnio nim i weszłam do domu.
- oszalałaś - krzyknął za mną - po tym wszystkim co nam zrobiła ty umawiasz się z nią na zakupy, zgłupiałaś?
- tak zgłupiałam. Nie rozumiem dlaczego się czepiaj.
- bo przez nią ledwo rozpad się nasz związek. Tani proszę przemyśl to.
- nie... postanowiłam i tak zrobię - usiadłam na kanapie zakładając nogę na nogę oraz ręce skrzyżowane na piersi.
Zayn podszedł i przykucnął przede mną kładąc ręce na moich kolanach.
- przepraszam kochanie za moje zachowanie, wybaczysz mi - zrobił maślane oczy.
          I jak tu nie ulec takiemu przystojniakowi z pięknymi czekoladowymi oczami, które kocham nad życie. Złapałam jego dłonie i pociągnęłam do siebie. Usiadł koło mnie a ja wtuliłam się mocno w niego. Momentalnie poczułam zapach jego perfum, które uwielbiam. Przy nim zawsze czułam się bezpieczna, wyjątkowa wiedząc, że ktoś jeszcze na tym świecie darzy mnie ogromną miłością.
- Tani mam jedno pytanie - zaczął lekko zdenerwowany.
- co się stało?
- chciałabyś ze mną zamieszkać... no oczywiście z chłopakami też?
- taaak - rzuciłam się mu na szyję przytulając z całej siły - ale jeszcze muszę mamy spytać - rzekłam po chwili.
- już pytałem zgodziła się, tylko musisz z nią o czymś porozmawiać - powiedział.
          Złapał mnie za rękę i razem udaliśmy sie do korytarza, gdzie nadal przebywał Josh. Podeszłam do przyjaciela i mocno się w niego wtuliłam. Od razu poczułam jak mnie obejmuje.
- dziękuję za wszystko, bez ciebie nie poradziłabym sobie z tym wszystkim - rzekłam.
- mała, po to jestem. Jak będziesz mnie potrzebować, dzwoń, wpadaj o każdej porze dnia i nocy.
- za pamiętam - pocałowałam go w policzek - lecę po torebkę i możemy ruszać - zwróciłam się do mojego chłopaka.
- nie musisz, mam ją tutaj - odezwał się Josh, podając mi torebkę.
- dziękuję - odparłam, pożegnałam się z nim i wyszliśmy z domu.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do mojego domu.
______________________________________________________

Hey! Nie będę się rozpisywać, tylko czekam na wasze opinie.

Piszcze czy się podoba i do następnego :D

niedziela, 12 maja 2013

# 23

Tatiana
          Obudziłam się, zdezorientowana rozglądając się po pomieszczeniu, w którym właśnie się znajdowałam. Po chwili lecz przypomniałam sobie wszystko z wczorajszego dnia. Musiałam zasnąć podczas oglądania filmu i Josh zaniósł mnie do pokoju. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół z skąd dochodziły do mnie przyjemne zapachy. Stanęłam w progu kuchni i obserwowałam przyjaciela ja stoi przy kuchence w samych spodniach do spania i coś uparcie smaży. Mimowolnie się zaśmiałam, bo to był na prawdę śmieszny widok.
- i z czego się tak śmiejesz? - odwrócił się do mnie przodem trzymając w ręce drewnianą łyżkę.
- z ciebie - powiedziałam przez śmiech.
- już po tobie - rzekł i zaczął niebezpiecznie się zbliżać.
- nie... zostaw mnie - krzyknęłam i zaczęłam uciekać.
          Pobiegłam do salonu i schowałam się za fotelem, a na przeciwko mnie po drugiej stronie momentalnie znalazł się Josh.
- nie ładnie tak się z kogoś śmiać - odparł.
- nie mogłam się powstrzymać - odpowiedziałam.
- aż tak śmiesznie wyglądam?
- może - znów się śmiejąc.
          Okrążył fotele i nie zdążyłam uciec, bo złapał mnie w pasie i położył na kanapę. Wiedziałam co zamierza i nie postrzegłam się kiedy zaczął mnie łaskotać, czego nie cierpię. A najgorsze jest to, że wie gdzie mam najlepsze miejsca do łaskotek.
- proszę... Josh... przestań... - błagałam.
- mogłaś się ze mnie nie śmiać teraz cierp.
- nie... błagam... przestań... zrobię wszystko.
- wszystko co ze chcę? - spytał przerywając.
- tak - rzekłam sapiąc.
          Nagle poczułam paskudny zapach jak by coś się paliło. Obydwoje pobiegliśmy do kuchni, gdzie na patelni zostawiona zostałam jajecznica, które teraz nie była zbytnio zjadliwa. Od razu Josh wyrzucił wszystko do kosza. W zamian postanowiliśmy zrobić tradycyjne kanapki, które później zjedliśmy z apetytem.
- dobra ja idę się ubrać - rzekłam zważając na to, że miałam na sobie tylko szarą koszulkę Josh'a.
          Pobiegłam na górę i weszłam do pokoju. Złapałam wczorajsze ubrania i udałam się do łazienki. Rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam kurek z letnią wodą i pozwoliłam jej spływać po moim nagim ciele. Umyłam się porządnie, po czym wytarłam i wysuszyłam włosy. Ubrałam się, a następnie związałam moje niesforne blond włosy w koka. Z kosmetyczki wyciągnęłam tusz oraz puder i ulubiony brzoskwiniowy błyszczyk.
          Wyszłam z łazienki i usłyszałam dzwoniący telefon. Sprawdziłam i okazało się, że to znowu Zayn. Odrzuciłam połączenie i zeszłam na dół. Josh siedział w salonie i oglądam powtórkę meczu. Przysiadłam się do niego i przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
- znów dzwonił - odezwał się Josh.
- z skąd wiesz? - zapytałam.
- wczoraj gdy zasnęłaś wydzwaniał co chwilę - odpowiedział - co chcesz z tym zrobić?
- nie wiem Josh, nie wiem - powiedział spoglądając w jego oczy.
          Patrzyliśmy się na siebie przez chwilę, aż złapał moją twarz w swoje dłonie i przybliżył się do mnie. Poczułam jego wargi na swoich. Na początku nie reagowałam, ale po kilku sekundach zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Wplotłam ręce w jego włosy i przysunęłam się do niego bliżej. Złapał za moje uda i wciągnął na swoje kolana. Całowaliśmy się zachłannie. Poczułam jego ręce pod moja koszulką i wtedy ocknęłam się odzyskując rozumu. Położyłam ręce na jego torsie i odepchnęłam go. Otworzył oczy i spojrzał na mnie.
- nie możemy, to nie powinno się wydarzyć - rzekłam szybko schodząc z niego.
- przepraszam, wiem zagalopowałem się... ale nie mogłem się powstrzymać. Tani odkąd cię ujrzałem w klubie zrozumiałem, że nie potrafię bez ciebie żyć. Wiem, że wyjechałem i nie odzywałem się, ale cię odzyskałem i teraz cię nie zostawię. Tani kocham się - powiedział, a mnie zamurowało.
- Josh to nie wyjdzie, kocham cię, ale jak brata. Jesteś moim najlepszym przyjaciel i tylko nim, nic więcej. Kocham Zayn'a i to z nim chcę być. Przepraszam.
- rozumiem, nie musisz za nic przepraszać. Mogę cię chociaż przytulić jak przyjaciel.
- zawsze i wszędzie - wtuliłam się w niego słuchając jego bicia serca, które zawsze mnie uspokaja.

KILKA DNI PÓŹNIEJ

          Po sytuacji jak pojawiła się kilka dni temu między mną a Josh'em wszystko wróciło do normy. Mieć na myśli "do normy"' chodzi mi o relacje moje i Josh'a, bo Zayn'em nie widziałam się od trzech dni. Próbuje dzwonić, ale za każdym razem ignoruje jego telefony. Aż w końcu wyłączyłam telefon i schowałam do torebki. Przez te dni dzięki przyjacielowi zapomniałam o wszystkich złych wspomnieć i w końcu mogłam nie myśleć o tym. Uśmiecham się, śmiałam, bawiłam i to zasługa Josh'a. Nie mam pojęcia jak to robi, ale zawsze doprowadzi mnie do śmiechu. W każdej sytuacji potrafi poprawić mi humor. Jetem mu za to wdzięczna. Mieć takiego przyjaciela to skarb.
          Siedzieliśmy w salonie na sofie kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Josh wstał i udał się do korytarza. Słyszałam jak z kimś rozmawia, ale nie miałam pojęcia z kim.
______________________________________________________

Mamy kolejny za nami. Mam nadzieję, że się podoba. Czekam na wasze komentarze.

Do następnego :)

czwartek, 9 maja 2013

# 22

Tatiana
          Gdy byliśmy już na schodach, ignorując Perrie od kluczył drzwi i weszliśmy do środka.
- jestem w ciąży - krzyknęła za nami różowo włosa.
          Po usłyszeniu tego zamarłam.  To było tak, jakbym dostała kulą ziemską między oczy. Najpierw ciemność i wszechogarniający ból, a potem swiadomość końca wszystkiego. Wiadomość ta wniknęa we mnie jak wirus i zaczęła mnie pustoszyć od środka. Szybko puściłam rękę Zayn'a spoglądając na niego. Widać było po nim, że jest w szoku tak samo jak pozostali. Odwróciłam wzrok na dziewczynę, która teraz stała w korytarzu tuż za nami.
- będziesz ojcem - zwróciła się do Zayn'a.
          Czułam jak w oczach zbierają się łzy, nie wytrzymałam z zaszklonymi oczami spojrzałam na chłopaka, po czym wybiegłam z domu. Słyszałam jak mnie woła, ale ignorowałam to i biegłam dalej przed siebie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie miałam pojęcia gdzie się udaję, ale chciałam teraz jak najdalej znaleźć się od niego.
          Zalana łzami dobiegłam do miejsca, gdzie zawsze chodziłam, jak byłam w złym humorze. Oparłam się o drzewo i schowałam twarz w dłonie wybuchając jeszcze gorszym płaczem. Nie miałam pojęcia jak on mógł mi coś takiego zrobić. Zapewniał, że mnie kocha i zawsze będzie ze mną. A teraz spodziewa się dziecka z byłą dziewczyną. Nienawidziłam go teraz najbardziej na świecie.
          Czułam jak wibruje mi dzwoniący telefon w kieszeni. Nie miałam zamiaru z nikim rozmawiać. Chciałam być sama. Nie mam pojęcia jak długo siedziałam, ale potwornie zmarzłam. Stałam trzęsąc się z zimna i ruszyłam. Nie chciałam wracać do domu, ale też nie chciałam chodzić już po dworze. Jedynym odpowiednim miejscem jakie mi zostało to dom Josh'a. Tylko teraz tam mogłam znaleźć spokój i ciszę.
          Skierowałam się chodnikiem, gdzie nie gdzie oświetlony latarnią. Przemierzając prawie cały Londyn w końcu dotarłam na miejsce. Stanęłam przed drzwiami i zawahałam się. Wcisnęłam domofon i po chwili drzwi
otworzyły się, a w nich stanął przyjaciel. Nie czekając na nic wtuliłam się w jego ramię i zaszlochałam cicho. Czułam się beznadziejnie i gdyby nie Josh, pewnie całkiem bym się załamała. On zawsze wie co w takich sytuacjach powinien powiedzieć czy zrobić.
          Odsunęłam od niego głowę i wytarłam nos w chusteczkę. Josh mocniej objął mnie ramieniem i przystawił mi do ust kostkę czekolady. Wzięłam ją do ust i delektowałam się jej smakiem. Była taka słodka w przeciwieństwie do mojego życia. Usiedliśmy w salonie. Opowiedziałam mu o wszystkim a on objął mnie i mocno przytulił.
- nie rozumiem czym się przejmujesz, przecież on cię kocha, a to że Perrie jest w ciąży stało się za nim byliście razem - mruknął.
- ale te uczucie, że on na zawsze będzie związany z nią... boli - jęknęłam
- słonko kochasz go, więc idź z nim porozmawiaj, wytłumaczcie sobie wszystko.
- to nie jest takie proste Josh - rzekłam cicho i wtuliłam się w niego.
          Już więcej nie rozmawialiśmy o tym. Uznał, że najlepszym lekarstwem na moje zranione serce będzie jedzenie wszystkiego co ma kalorie, oglądanie głupich komedii, oczywiście nieromantycznych.
          Faktycznie to po części pomogło, przez ten czas zapomniałam o wszystkim i dobrze się bawiłam. Przy Josh'u zawsze dobrze się czułam. To dlatego jest najlepszym przyjacielem. W trakcie filmu zasnęłam wtulona w niego.

Zayn
          Po wyjściu Tani, próbowałem ją wołać, nawet biegłem za nią, ale ona mnie nie słuchała. W końcu poddałem się i zawróciłem. Czułem się jakby cały świat mi się zawalił. Z jednej strony miałem mieć dziecko z byłą, a z drugiej zraniłem najważniejszą osobę mojego życia. Dziewczynę, którą bezgranicznie kocham.
Wparowałem do domu, gdzie wszyscy nadal przebywali.
- jesteś z siebie zadowolona - wrzasnąłem w stronę Perrie - zrujnowałaś mi życie. Przez ciebie Tani więcej się do mnie nie odezwie, gratuluję dopięłaś swego - wbiegłem na górę i zamknąłem się w swoim pokoju trzaskając drzwiami.
          Oparłem się plecami o drzwi nie miałem pojęcia co teraz mam począć. Nagle moje życie obróciło się o 1800. Wściekły z całej siły walnąłem pięścią w ścianę. Złapałem paczkę papierosów i odpalając pierwszego wyszedłem na balkon. Zaciągnąłem się, a po chwili wypuściłem z ust dym. Natychmiast
poczułem ulgę, jakby wszystkie emocje odpłynęły wraz z dymem. Nie wyobrażałem sobie teraz mojego życia. Jak to będzie być ojcem. Przecież ja się do tego kompletnie nie nadaje. I co będzie ze mną i Tani. Nie mogę tego tak po prostu zostawić. Muszę z nią porozmawiać, tylko jak bym wiedział gdzie jest. Znając ją na pewno nie poszła do domu, przecież jakbym tylko zaczął ją szukać to pierwsze co poszedłem bym właśnie do jej domu. Do koleżanki żadnej też nie mogła pójść za krótko tu mieszka. Nie zna się zbyt dobrze z nikim.
          Zgasiłem papierosa i odpaliłem drugiego pogłębiając się bardziej w myśl gdzie podziewa się moja dziewczyna. Chyba tak mogę jeszcze ją nazwać.
          Szybko wyciągnęłam telefon i po wystukaniu dobrze znanego mi numer czekałem aż odbierze. Cholera odrzuciła połączenie. Znów zadzwoniłem a ta sama sytuacja. Nie dam się tak łatwo poddać. Próbowałem chyba z dziesięć razy, ale za każdym razem nie odbierała. Wysłałem też kilkanaście sms'ów, ale na nic. Żadnej odpowiedzi.
          Wykończony dzisiejszymi wydarzeniami padłem na łóżko, zamykając oczy i próbując zasnąć. Mijały godziny, a ja nadal leżałem i nie potrafiłem zasnąć. Czułem zmęczenie, ale za cholerę nie mogłem spać. Dopiero około 5 nad ranem udało mi się choć na chwilę zasnąć. Chyba musiałem być bardzo wyczerpany wszystkim.
______________________________________________________

Hey! Wiem, że do najdłuższych nie należy, ale nie dałam rady nic więcej napisać.

 Mieliście rację z tą ciążą, ale czy domyślicie się co będzie dalej.

Piszcie w komentarzach wasze opinie o rozdziale. 


P.S. Przepraszam, że nie wstawiłam go jak pojawiło się 5 wyczekujących komentarzy, ale w tym czasie rozdział nie był skończony.

piątek, 3 maja 2013

# 21

Margaret
          Obudziłam się około 7:00. Promienie słońca wpadały do mojego pokoju. Jeszcze miesiąc i święta - pomyślałam - ciekawe jak teraz będzie w szkole. Od samego początku trzymałyśmy się razem, nie miałyśmy w szkole przyjaciół, no nie wspominając Hannah'y i Kristin. Nikt nigdy jakoś specjalnie nie interesował się nami. Teraz zna nas cała Wielka Brytania i nagle wszyscy zaczęli się nami interesować.
          Zeszłam na dół. Mama za pewne już w pracy, a Tani jeszcze śpi. Zrobiłam sobie śniadanie i zasiadłam przy wyspie. Po zjedzeniu wróciłam na górę. Ubrałam się, włosy pozostawiłam rozpuszczone i gotowa
poszłam do sis. Zapukałam do drzwi, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi. Gdy weszłam do pokoju i nigdzie jej nie zastałam. Po chwili wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem.
- cześć - rzekła jak tylko mnie zobaczyła.
- cześć - przywitałam się i usiadłam na jej łóżku przyglądając się jak przegląda wieszaki z ubraniami.
          Po upływie kilku minut trzymała w rękach wybrany zestaw na dzisiejszy dzień. Były to czarne legginsy, biały sweter, jeansowa kurtka z skórzanymi rękawami i czarne botki na brązowym słupku <klik>. Udała się do łazienki a po 20 minutach powróciłam ubrana i umalowana.
          Razem zeszłyśmy na dół. Tani widząc późną godzinę na zegarku wzięłam tylko z lodówki pitny jogurt i suchą bułkę i wyszłyśmy z domu. Na zewnątrz prószył śnieg, a mój samochód był cały biały. Wraz z Tani zaczęłyśmy go oczyszczać, gdy był już cały czysty, wsiadłyśmy i ruszyłyśmy do szkoły. Oczywiście po drodze były korki, przez co spóźniłyśmy się na lekcje. Postanowiłyśmy nie iść na pierwszą tylko usiadłyśmy na ławce i czekałyśmy na dzwonek.
          Cały dzień minął nam spokojnie, czasem inne dziewczyny patrzyły na nas krzywą, ale nie przejmowałyśmy się tym. To, że znamy chłopców nie oznacza, że teraz będziemy zachowywać się jak gwiazd.
          Wychodząc z budynku zaczął dzwonić mój telefon. Nie miałam pojęcia kto o tej porze może do mnie
wydzwaniać. Wyciągnęłam go z torebki i okazało się, że to mama. Szybko wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- hey córciu - usłyszałam jej głos w słuchawce.
- hey mamo, coś się stało?
- dzwonię do was z pewną propozycją - powiedziała.
- zamieniam się w słuch - odparłam.
- dzisiaj mam sesję zdjęciową z chłopakami z One Direction i wiem, że się znacie.
- to prawda nie da się ukryć - rzekłam.
- pomyślałam, że może chciałybyście zapozować z nimi.
- że w sensie ja i Tani?
- tak, to co zgadzacie się? - spytała, a ja spojrzałam na siostrę, która zbytnio nie miała pojęcia o co chodzi - a w ogóle Tatiana jest z tobą?
- tak, zapytam - odpowiedziałam - Tani masz ochotę zapozować do zdjęć z Zayn'em, Liam'em, Louis'em, Niall'em i Harry'm - te ostatnie imię ciężko było przejść mi przez gardło.
- no jasne, czemu nie - rzekła rozpromieniona.
          Po przekazaniu odpowiedzi matce, kazała nam od razu przyjechać do jej studia, więc wsiadłyśmy do samochodu i udałyśmy się w kierunku centrum.
          30 minut później podjechałyśmy pod wielki wieżowiec. Wysiadłyśmy i skierowałyśmy się do wejścia. W recepcji po informowano nas w jakim studio odbywa się sesja. Wsiadłyśmy do windy i wciskając guzik z numerem 7 wjechałyśmy na wskazane piętro.
          Weszłyśmy do pomieszczenia, gdzie przed aparatem stała mama a po drugiej znajdowali się chłopcy. Przywitałyśmy się ze wszystkimi i nasza rodzicielka zaczęła tłumaczyć co mamy robić. Stanęłyśmy między chłopakami, zaś ona pstrykała bez przerwy, to z góry, to z dołu, to z lewej, to z prawej strony.
- dobra teraz sam Zayn z Tani - rzekła.
          Ustawiła się ze swoim chłopakiem przed obiektywem. Kazała mu położyć ręce na jej biodrach, a jej na jego szyi, po czym przytulić się.
          Po wykonaniu kilku zdjęć przyszła pora na mnie. Musiałam pozować z Harry'm. Byłam bardzo nie zadowolenie, wręcz wkurzona, że muszę właśnie z nim, a nie z którymś innym. Ale żeby nie było widać uśmiechałam się do aparatu. Tylko ja wiedziałam, że udaje a w głębi duszy chcę z stąd jak najszybciej uciec. Potem były jeszcze zdjęcia, na których byłyśmy same oraz cała nasza siódemka. Po skończonej sesji postanowiliśmy pojechać do chłopców. Wyszliśmy z budynku i ruszyłyśmy do mojego samochodu, zaś chłopcy wsiedli do swojego. Razem pojechaliśmy pod ich dom. Gdy zaparkowaliśmy na podjeździe zauważyłam na schodach stojącą jakąś dziewczynę w różowych włosach. Na pierwszy rzut oka jej nie poznała. Dopiero jak zbliżyliśmy się. Okazało się, że to Perrie była
dziewczyna Zayn'a. Widziałam potani zmierzanie.
- co ty tu robisz? - spytał z nie zadowoleniem Zayn.
- przyszłam ci o czym powiedzieć - odparła.
- nie mam ochoty ciebie słuchać - burknął i ruszył do drzwi tym samym ciągnąc mnie za sobą.
______________________________________________________

Cześć wszystkim!!!

Kolejny rozdział za nami.

 Jak myślicie dlaczego Perrie przyszła do Zayn'a i o czym chcę mu powiedzieć?

Piszcie co o nim sądzicie.

Kolejny pojawi się jak pod tym pojawi się 5 komentarzy.

Do następnego :)

sobota, 27 kwietnia 2013

# 20

Tatiana
          Obudziłam się rano nie za bardzo wiedząc gdzie jestem. Po chwili wszystko mi się przypomniało i na samą myśl o wczorajszej nocy szeroki uśmiech wkradł się na moją twarz.
- Zayn... Zayn - zaczęłam go budzić, ale żadnej reakcji.
          Nachyliłam się nad nim i pocałowałam. Momentalnie otworzył i odwzajemnił pocałunek.
- tak to mógłbym budzić się codziennie - rzekł z uśmiechem - ale nie w samochodzie - dodał i znów wbił się w moje usta.
- Tani jest może zasięg - spytał gdy oderwaliśmy się od siebie.
- nie - powiedziałam spoglądając na wyświetlacz telefonu.
- to może ja pójdę poszukać, poczekaj za raz wrócę - cmoknął mnie w usta i wyszedł z samochodu kierując się przed siebie.
          Zaś ja zostając sama przeniosłam się na przednie siedzenie i włączyłam ogrzewanie. Nagle poczułam burczenie w brzuchu, więc wyszłam i ruszyłam do bagażnika. Otworzyłam koszyk piknikowy i wyciągnęłam z niego dwie kanapki z szynką i pomidorem, butelkę czerwonego wina, nie dokończone pudełko truskawek i sałatkę grecką.
          Ze wszystkim wróciłam do środka i zaczęłam jeść. Zjadłam jedną kanapkę, a drugą zostawiłam Zayn'owi, dojadłam sałatki i kilka truskawek. Przydałaby się do tego gorąca herbata, ale niestety muszę zadowolić się półwytrawnym winem.

Zayn
          Wyszedłem z auta i ruszyłem drogą przed siebie, aby znaleźć ten cholerny zasięg. Nie mam pojęcia ile przeszłam, ale na ekranie pojawiły się kreski informujące, że jest zasięg. Szybko wystukałem dobrze znany mi numer i czekałem, aż ktoś odbierze. Po trzech sygnałem głos.
- stary, gdzie ty się podziewasz? - spytał mnie Liam - dzisiaj mamy koncert.
- cholera na śmierć zapomniałem. Jestem z Tani... - nie dał mi dokończyć.
- no właśnie Peggie wydzwania do nas, bo nie wie, gdzie jest Tani.
- pojechaliśmy za miasto i jak wracaliśmy samochód się zepsuł.
- a gdzie dokładnie jesteście? - zapytał.
- jakieś 15 km od Londynu w stronę Stratford - po informowałem.
- ok wyśle któregoś z chłopców.
- dobra będziemy czekać, pa - rozłączyłem się i powróciłem do samochodu.
          W 10 minut dotarłem do samochodu. Otworzyłem drzwi i wsiadłem.
- i co udało się? - spytała mnie od razu dziewczyna.
- tak przyjedzie po nas, któryś z chłopców.
- to dobrze - westchnęłam.
          Po upływie pół godziny zjawił się Louis i zabrał nas do domu. Samochód został odholowany do warsztatu, gdzie ma być naprawiony. Po drodze podrzuciliśmy Tani do domu a samy udaliśmy się do siebie. W mieszkaniu byliśmy około 11. Szybko przebrałem się i z chłopakami udaliśmy się do Areny na próbę.

Margaret
          Zeszłam na dół, w tym samym momencie kiedy Tatiana weszła do domu.
- boże Tani, gdzieś ty była? - spytałam - martwiła się... nie odbierałaś telefonu.
- byłam z Zayn'em na randce i pojechaliśmy za miasto, a tam zepsuł się samochód i do tego nie było zasięgu. Musieliśmy spać w aucie - rzekła na jednym tchu zdejmując z siebie kurtkę - gdzie mama?
- w pracy - odpowiedziała i weszła do kuchni - lepiej zadzwoń do niej.
          Ona wyciągnęła telefon i zadzwoniła do naszej rodzicielki, a ja otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam mleko. W szafki wzięłam ulubione miodowe płatki i miskę. Zasiadłam przy wyspie i zaczęłam jeść. Po chwili pojawiła się sis, zaparzając sobie kawę i siadając koło mnie.

*** 

- Tani nie chcę tam iść - jęknęłam stojąc w swojej garderobie.
- Peggie proszę chodź tam ze mną.
- zrozum, że nie chcę go spotkać... nie po tym wszystkim - rzekłam i usiadłam na brzegu łóżka.
- doskonale cię rozumiem, ale nie możesz go przez cały czas unikać. Musisz mu pokazać, że to cię nie rusza. No już ubieraj się.
- to pomóż mi coś wybrać, chyba nie pójdę tak - wskazałam na siebie, ubrana podarte jeansy i zwykłą szarą koszulkę, w której najczęściej chodzę tylko po domu.
          Razem stanęłyśmy przed wieszakami i zaczęłyśmy przeglądać moje ciuchy. W końcu wybrałyśmy spodnie w stylu galaxy, turkusowa bluzkę z suwakiem na plecach. Założyłam czarne botki na koturnach i skórzaną kurtkę <klik>. Tani zaś założyła czarne legginsy w krzyże, czarną koszulkę z napisem Nirvana, jeansową kamizelkę i czarne z ćwiekami trampki za kostkę <klik>.
          Gotowe zeszłyśmy na dół. Na zegarku była godzina 18:15. Usłyszałyśmy klakson taksówki, więc wyszłyśmy, zamknęłyśmy dom na klucz i ruszyłyśmy w stronę Areny.
          Po upływie 20 minut dojechałyśmy na miejsce. Przed wejściem znajdowało się bardzo dużo fanek. Gdy znaleźliśmy się na chodniku, każda z nich spojrzała się w naszą stronę. Jedne uśmiechały się, inne zaś patrzyły krzywo. 
          Siostra wyciągnęłam pospiesznie telefon z torebki i zadzwoniła do Zayn'a, aby pozwolili nas wejść do środka. Po jakiś kilku minutach zjawił się osobiście i kiedy tylko zobaczyły go zaczęły piszczeć, krzyczeć, aż mnie uszy bolały.
- cześć dziewczyny - rzekł i wbił się w usta sis.
- możemy już iść - powiedziałam. Złapał ją za rękę i weszliśmy do środka kierując się do ich garderoby.
          Jak tylko wybiła 19:30 chłopcy udali się na scenę, a my siedziałyśmy na miejscach vipowskich i oglądałyśmy cały koncert. Oprócz nas były też Danielle, Eleanor i Taylor dziewczyna Harry'ego.
          Chłopcy szaleli na scenie, dobrze się bawiąc. Byli wspaniali, widać że czuli się na scenie jak ryba w wodzie. Po skończonym koncercie Tani podbiegła do Zayn'a i wskoczyła na niego oplatając go nogami. Dan przytulała się z Liam, Els rozmawiała z Lou, a Tay całowała się z Harry'm. Tylko ja, no może jeszcze Niall staliśmy z boku i przyglądaliśmy się zakochańcom.
          Następnie wsiedliśmy do samochodu chłopców i odwieźli nas pod sam dom. Pożegnaliśmy się i kiedy odjechali weszłyśmy do środka. 
______________________________________________________

Hey wszystkim!

Przepraszam was najmocniej, że tak długo nie wstawiałam nowego rozdziału, ale nie wiedziałam kompletnie jak go napisać. 

Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za to i spodobają się wam moje wypociny.

Jeszcze raz bardzo PRZEPRASZAM

Mile widziane komentarze i do następnego :)