poniedziałek, 28 października 2013

# 38

Zayn
- ktoś do mnie dzwoni - poczułem wibracje w kieszeni, w której miałem telefon, a po chwili usłyszeliśmy narastający dźwięk mojego dzwonka.
          Louis pośpiesznie wjechał na mijany właśnie przy sklepowy parking, stanął wzdłuż krawężnika i wyłączył silnik. Drżącą ręką wyciągnąłem telefon z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz - to Tani - spojrzałem na chłopaków i odebrałem połączenie.
- Zayn - usłyszałem jej głos.
- Tani, są z tobą dziewczyny? - zapytałem wpierw chcąc ustalić, że wszystkie są całe i zdrowe.
- tak - potwierdziła - jesteśmy razem.
- dzięki bogu - głęboko odetchnąłem. Z mojej reakcji chłopcy musieli wnioskować już odpowiedź. Szczęśliwy, że wszystko jest w porządku, a przynajmniej na razie ta jedna rzecz.
- Zayn, co się dzieje? Dlaczego tak dzwoniliście? - zapytała.
- lawina - odpowiedział - a Peggie mówiła Harry'emu, gdzie chcecie dzisiaj pojechać.
- to prawda, miałyśmy taki zamiar, ale zatrzymali nas... policja nie wpuszcza nikogo na teren osypu lawiny.
- czyli nie dotarłyście tam? - upewniłem się.
- nie, zeszło nam trochę w centrum.
- to czemu nie odbierałyście telefonów? - zapytałem z wyrzutem.
- wyciszyłyśmy je na chwilę bo non stop tu w centrum automatycznie zmieniała nam się sieć co było nad wyraz denerwujące.
- na chwilę? - spytałem - od dwóch godzin próbujemy się z wami skontaktować. 
- gdzie jesteście? - przerwała moje pełne wyrzutów przesłuchanie.
- wracamy do centrum.
- to jedźcie do hotelu, my też wracamy to spotkamy się na miejscu dobrze.
- ok! - potwierdziłem - a... Tani?
- tak?
- dobrze cię słyszeć - mój głos złagodniał.
- ciebie także... - za pewne uśmiechnęła się - wracajcie szybko.
          Pożegnałem się i rozłączyłem. Schowałem telefon do kieszeni, ale pomimo, że wszystko się wyjaśniło nie ruszyliśmy z miejsca. Przez głowę przemykało mi tylko jedno - są całe i zdrowe, nie dotarły do tego na tę chwilę tak niebezpiecznego miejsca - głęboko oddychałem próbując się uspokoić. Czułem jak całe zdenerwowanie, cały ten stres, wszystkie emocje... jak wszystko ze mnie schodzi.
- Zayn - usłyszałem Harry'ego, a po chwili poczułem jego dłoń na swoim ramieniu. Podniosłem głowę i spojrzałem na przyjaciela - już wszystko w porządku - Harry uśmiechnął się.
- jedźmy już, bo cały dzień będziemy się mijali - stwierdził Liam.
- dobrze mówi, Louis - Harry szturchnął jego siedzenie - jedź już bo teraz to one będą nam wypominać spóźnienie - mówiąc to spojrzał na Niall.
- dzięki - żachnął Horan.
- do usług - roześmiał się Hazz.
- już, już -  Liam odwrócił się do nas - spokojnie dzieci, tatuś już jedzie - spojrzał wymownie na Louis'a.
- dobre, naprawdę dobre mamusiu - roześmiał się Louis.
          Przekręcił kluczyk w stacyjce, zapalił silnik i ponownie wjechał na drogę kierując się bezpośrednio do hotelu. Gdy już tam dotarliśmy zaparkował na tyłach parkingu i zadzwonił do firmy wynajmującej samochody, że nie odstawia jeszcze wozu na miejsce, ale przedłuża jego wynajem o co najmniej jutrzejszy dzień. 
- idziemy? - coraz bardziej się niecierpliwiłem. Przeskakiwałem z nogi na nogę czekając, aż Louis zamknie sprawę auta i ewakuują się z parkingu.
- tak - potwierdził Tomlinson chowając telefon z powrotem do kieszeni - możemy iść.
          Pośpiesznie weszliśmy do hotelu rozglądając się dookoła za dziewczynami. Nie wiedzieliśmy na 100% czy już dotarły, ale podejrzewaliśmy, że tak. Sporo bowiem wyjechały wcześniej przed nami. Nie znalazłszy ich w kawiarni złapaliśmy windę i pojechaliśmy na górę.
- powinny już być co nie? - zapytał Niall pukając do drzwi ich pokoju.
- powinny, ale czy... - zaczął Harry, ale nie dokończył, bo w drzwiach ukazała się Peggie. Od razu znalazła się w jego objęciach.
- gdybym wiedziała, że aż tak się stęsknisz... - zaczęła.
- wiesz jak się bałem? - przerwał jej.
          Zaraz za nim do pokoju wszedłem ja i podobnie jak Harry gdy tylko zobaczyłem Tani przygarnąłem ją do siebie i długo nie wypuszczałem z objęć. Podobnie postąpili Louis i Liam. 
- czy wyście powariowały? - wzburzony Niall spojrzał na dziewczyny.
- Niall -  Payne chciał go uspokoić.
- wiecie jak się martwiliśmy? co czuliśmy gdy nie mogliśmy się do was dodzwonić? kiedy żadna z was... 
- Niall! - Harry krzyknąwszy w końcu przerwał jego tyradę oskarżeń.
- przepraszam - zmitygował się po chwili.
- najważniejsze, że jesteście całe i zdrowe - powiedziałem.
          Puściłem w końcu Tani i wyswobodziłem się z kurtki oraz wszelkiej innej zimowej garderoby i usiadłem na kanapie. Zaraz za mną reszta zrobiła to samo.

Tatiana
          Po ciężkim dniu, który na szczęście skończył się dobrze, chłopcy zadecydowali, że więcej nie pozwolą nam nigdzie pójść samych. Dlatego postanowili, że dzisiejszego dnia zabierają nas na stok i nauczą jeździć na desce. My po chwilowej niezgody i nie zadowolenia ustąpiłyśmy. Ubraliśmy się, zjedliśmy porządne śniadanie i udaliśmy się do holu.
- Zayn, przyniósł byś mi dodatkowy sweter, bo coś czuję, że jeszcze zanim dotrę na górę zamienię się w bryłę lodu - rzekłam do mojego chłopaka.
- już kochanie zaraz będę - ucałował mnie i udał się na górę.
          Musiałam coś wymyślić, aby choć na chwilę się go pozbyć. Gdy tylko oddalił się od nas odwróciłam się do pozostałych.
- posłuchajcie, nie mamy dużo czasu. Wiecie, że Zayn za dwa tygodnie ma urodziny - powiedziałam na co reszta przytaknęła - i pomyślałam, że urządzilibyśmy mu imprezę niespodziankę.
- to świetny pomysł, tylko gdzie? - zapytała moja sis.
- może w jego ulubionym klubie - odparł Louis.
- zajmiesz się tym? - spytałam go, na co odpowiedział krótkim "yes" - dzięki, Harry zajmiesz się zaproszeniami. Ty znasz lepiej jego znajomych niż ja... a i Peggie ci w tym pomoże... dziewczyny dekoracja należy do was... - zwróciłam się do Dan i Els - Liam zajmiesz się muzyką... a Niall catering oraz Lou ci pomoże. Za to ja zajmę go czym przez dzień, a potem przywiozę na miejsce.
          Po uzgodnieniu wszystkiego co każdy ma do zrobienia czekaliśmy w ciszy na Zayn'a, który kilka minut później pojawił się. Ubrałam sweter i ruszyliśmy na stok. Na miejscu chłopcy zaczęli nas uczyć jazdy na desce. Nie powiem szło im dobrze. Dziewczyny na początku bały się ruszyć z miejsca, ale z pomocą po jakimś czasie zjechały.
          Dyskretnie spojrzałam na Peggie, która od razu wiedziała o co mi chodzi. Widziałam jak po wstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem. Z deską w ręce podeszłam do niej. Szepnęłam jej kilka słówek na ucho i zakładając deskę spojrzałam na chłopców. Danielle i Eleanor zjechały już z chłopcami i teraz przyszła kolej na nas.
- gotowe? - zapytał nas Hazza podchodząc do nas.
- jak nigdy - rzekłam i odwróciłam się do Peggie. Uśmiechnęłam się do niej, na co ona krzyknęła głośno.
- kto pierwszy na dole!
          Nie czekając na chłopców ruszyłyśmy slalomem w dół stoku. Za sobą usłyszałyśmy tylko jęki nie zadowolenia naszych mężczyzn. Zadowolone dotarłyśmy na miejsce gdzie stał Louis z Liam'em. Po chwili pojawił się Harry oraz Zayn. Widać było, że nie są zbytnio szczęśliwi.
- co to miało być? - zadał pytanie Styles.
- jazda na desce - odpowiedziała mu spokojnie siostra.
- przecież nie potraficie jeździć - stwierdził mój chłopak.
- kochanie to wy wmówiliście sobie, że nie umiemy - powiedziałam podchodząc do niego.
- co roku jeździliśmy z rodzicami w góry - wtrąciła Peggie również zbliżając się do Harry'ego.
- od małego potrafimy jeździć na desce  - dodałam.
- wiecie jak baliśmy się o was? Po wczorajszym jeszcze nie ochłonęliśmy - rzekł Zayn
- oooo - westchnęłam i złączyłam nasze usta w pocałunek, lecz przerwał nam czyiś krzyk.
- aaaaaa!!!
______________________________________________________

Cześć wszystkim!!!

Kolejny rozdział, po trochę dłuższym czasie, ale tylko dlatego, że czekałam aż pojawi się tych 6 wyczekujących komentarz. Za to są tylko 3 co bardzo mnie zasmuciło. Mam wrażenie, że coraz mniej osób czyta moje opowiadanie. Fakt, od początku dużo ich nie było, ale teraz już prawie nikt. Proszę, a wręcz błagam jak tylko ktoś wyjdzie tu i przeczyta to niech zostawi po sobie jakiś ślad.


Stara zasada CZYTACIE = KOMENTUJECIE

niedziela, 13 października 2013

# 37

Louis
- próbujcie dalej dzwonić - wyciągnąłem z kieszeni spodni kluczyki od samochodu i wsiadłem za kierownicę - Niall - zwróciłem się jeszcze do niego - ty dzwoń do Els, nie mogę równocześnie prowadzić i dzwonić, nie mam zestawu słuchawkowego.
- jasne już dzwonię - wyciągnął swój telefon i wystukał numer Calder.
          Włożyłem klucz do stacyjki, przekręciłem i po chwili silnik samochodu zaskoczył. Ostrożnie wycofałem z parkingu i wjechałem na główną drogę. Trzeba przyznać, że kiedy trzeba miałem twardą nogę i kiedy trzeba potrafię depnąć na pedał gazu. Nie zważając na znaki drogowe... no prawie nie zważając na nie gdzie tylko się dało jechałem ponad 100/h. Chłopaki nadal próbowali się dodzwonić do dziewczyn jednocześnie nawigując mnie by jak najszybciej dotrzeć na miejsce.
- Louis, zwolnij - krzyknął Liam dostrzegając na horyzoncie policyjny patrol.
- cholera, co oni tam robią - ściągnąłem nogę z gazu i przycisnąłem delikatnie hamulec. A po przejechaniu jeszcze kilku metrów dołączyłem do kolumny samochodów, które powoli płynnym ruchem podjeżdżały jak się okazało do policyjnej blokady. Policjanci, a dokładniej dwoje funkcjonariuszy austriackiej drogówki zawracali każdy samochód i kierowali na dostępne objazdy. Nikt, absolutnie nikt nie mógł tędy przejechać.
- Panowie zawracamy - usłyszeliśmy o dziwo w swoim języku.
- ale my musimy tam pojechać - Liam zaczął tłumaczyć ich sytuację.
- nie ma mowy, do czasu zakończenia akcji ratunkowej i wymuszenia mechanicznego zejścia pozostałości po lawinowej nikt nie ma prawa wjazdu na ten teren.
- Pan nie rozumie... - Zayn wtrącił się do rozmowy.
- bez dyskusji... - funkcjonariusz krótko uciął rozmowę - proszę wycofać i nie blokować trasy - nakazał nam i wrócił do swojego towarzysza, który instruował kolejnych podjeżdżających kierowców.
- niech to diabli! - zacisnąłem ręce na kierownicy i spojrzałem przed siebie - a jeśli one tam są? - zastanawiałem się w duchu - co robić? co robić? cholera... - westchnąłem - przez tych baranów siłą nie przejedziemy - mruknąłem i mimo wszystko raz jeszcze spojrzałem na policjanta w nadziei, że może jednak nas przepuści, ale ten niestety pokiwał tylko przecząco głową, był nieugięty. Nie pozostawało więc nic innego jak zrobić to co nam kazał. Wrzuciłem bieg i powoli ruszyłem we wskazaną przez policjanta ulicę z której miałem zawrócić by móc z powrotem wjechać na drogę, z której przyjechaliśmy.
- co z tymi telefonami? - zapytałem gdy już byliśmy poza zasięgiem patrolu - dalej nic? - mój głos wyrażał kompletną frustrację.
- nic... niestety nic - Niall położył mi rękę na ramieniu - zastanówmy się co dalej?

Harry
- Harry - odezwał się Zayn - powiedziałeś, że dzwoniła do ciebie Peggie.
- tak - potwierdziłem.
- co dokładnie mówiła? że co będą robiły? - zapytał.
Przez chwilę zastanawiałem się usiłując przypomnieć sobie słowa mojej dziewczyny.
- mówiła, że robią wypad na miasto, że idą w teren i że... - zawiesiłem głos.
- i? - dopytywał Zayn - Harry, mówże! 
- mówiła, że jadą na północną stronę miasta - dokończyłem.
- ale wcześniej był wypad na miasto tak? - zapytał Niall.
- tak - potwierdziłem.
- mam nadzieję, że one tu w ogóle nie dotarły, że nie zdążyły - odezwał się głucho Louis kierując samochód w stronę centrum.

Margaret
- Tani łap taksówkę! - krzyknęłam do sis gdy ta jako pierwsza wyszła z centrum handlowego.
          Wraz z Els wyszłyśmy niemal tuż za nią, każda w odstępie 2, 3 minut po przejściu przez kasy. Uwielbiałyśmy zakupy choć nawet niekoniecznie chodziło o kupowanie, to co mogłyśmy robić wręcz godzinami to chodzić po sklepach, oglądać i przymierzać, a gdy znalazłyśmy jakąś perełkę zakupową dopiero wtedy w ruch szły pieniądze bądź karty kredytowe. No i trzeba przyznać, że i tym razem zeszło nam trochę czasu na przejściu przez kilkanaście sklepów usytuowanych w centrum miasta. 
- mam! - zaraz po wyjściu z budynku zobaczyłyśmy uśmiechniętą Tani, która stała tuż obok charakterystycznego samochodu z napisem "taxi" na dachu. Pośpiesznie zapakowałyśmy pakunki do jego bagażnika i wsiadły do niego. Tani z przodu obok kierowcy, a ja, Dan i Els z tyłu. 
- dokąd jedziemy? - zapytał je taksówkarz.
- do wejścia na szlaki - odpowiedziała Dan - północna strona miasta.
- robi się - uśmiechnął się i po chwili włączył się do ruchu.
          Po kilkunastu minutach jazdy jako że z samego centrum do północnej strony miasta nie było, aż tak daleko prawie dojechałyśmy do celu... prawie, bo natrafiłyśmy na policyjną blokadę.
- co się dzieje? - taksówkarz zapytał po austriacku policjanta kierującego ruchem.
- zeszła nie spodziewanie lawina śnieżna - wyjaśnił - wyciągnęli już 2 przysypane osoby, a teraz biorą się za rozmieszczenie ładunków.
- coś nie tak? - zapytałam, dopiero orientując się, że nas zatrzymali.
- nie przejedziemy - wytłumaczył taksówkarz już po angielsku.
- jak to? dlaczego? - Dan i Els również nie wiedziały dlaczego zostałyśmy zatrzymani.
- w tym miejscu zeszła lawina. Niemal pół terenu zostało przysypane kilku nastoma metrami śniegu, który zszedł z najwyższych szczytów, dlatego lawina była nie kontrolowana, na takiej wysokości trudno o rozmieszczenie jakichkolwiek czujników. Akcja ratunkowa dobiegła już końca , ale teraz muszą mechanicznie doprowadzić do zejścia pozostałości po tej lawinie - wyjaśnił policjant.
- mechanicznie? - zapytałam.
- wysadzą ją ładunkami wybuchowymi.
- czyli nici z wędrówkami? - Tani spojrzała na niego.
- dzisiaj na pewno tak, przykro mi moje panie - uśmiechnął się lekko jak na te przykre okoliczności.
- to nic, dziękujemy za informacje - podziękowałyśmy, a taksówkarz zawrócił kierując się z powrotem do centrum.

Eleanor
- to co robimy? - Tani odwróciła się i spojrzała na nas.
- poczekajcie, zadzwonię do Zayn'a i zobaczymy co u nich. Może zmęczenie już ich pokonało i będziemy mogli się gdzieś razem spotkać - uśmiechnęłam się. Po krótkiej chwili szukania w plecaku wyciągnęła telefon i włączyłam go - o rany! - zdziwiona spojrzałam na wyświetlacz.
- co się stało? - Dan zaglądała mi przez ramię na wyświetlacz telefonu - zepsuł się?
- nie, tylko... - spojrzałam na licznik połączeń - 30 nieodebranych połączeń od Louis'a i Niall'a.
- podejrzane - mruknęła Peggie - musieli bardzo czegoś chcieć, bo nie dzwonili by tyle razy.
- ech... - westchnęłam - raz wyciszyłam telefon przez te denerwujące zmiany sieci, a tu świat się wali i musisz być dostępna.
- czekaj, zobaczę u siebie - Tani sięgnęła po swój telefon.
- ja również - to samo zrobiła Peggie.
- identycznie - Danielle spojrzała na wyświetlacz - 35 nieodebranych połączeń z tymże od Liam'a.
- a ja od Zayn'a - Tani zaczęła się już trochę martwić.
          Ot tak by tak intensywnie do nas nie dzwonili, a tylko na godzinę wyciszyłyśmy telefony.
- dzwonię do Zayn'a - zdecydowała Tani - zaraz ustalimy co się dzieje - kliknęła w jedno połączenie Zayn'a do niej i zaraz dzięki temu wykonała połączenie odwrotne.
- już wiem - odezwała się Peggie.
- co wiesz? - spojrzałam na nią.
- nie skojarzyłam od razu, chodzi im pewnie o tę lawinę.
- dlaczego tak myślisz? - próbowałam dociec jej toku myślenia.
- bo gdy rano dzwoniłam do Harry'ego to mówiłam mu, że chcemy tam pojechać.
- zaraz się dowiemy co i jak gdy Tani dodzwoni się do Zayn'a - preferowałam nad konkretnym źródłem informacji, a takowych na pewno udzielą im chłopaki.
______________________________________________________

Cześć, mamy kolejny rozdział. Nie będę się rozpisywać tylko czekam na wasze komentarze, piszcie co sądzicie o tym rozdziale. No i zauważyłam, że coraz mniej osób czyta moje wypociny, a jeszcze mniej zostawia komentarz. Cztery osoby, to bardzo mało. 

Zatem jak pojawi się 6 komentarzy to dodam kolejny rozdział.

Pozdrawiam :D

sobota, 5 października 2013

# 36

Margaret 
          Huk... ciągły, uparty, nieznośny. To określenia, które najszybciej przychodziły na myśl człowiekowi nagle wyrwanemu z błogiego snu. Tak właśnie czułam się w tym czasie. Ktoś uparcie pukał, nie... po chwili już walił w drzwi chcąc chyba postawić na nogi cały hotel. 
- nie no, tak w środku nocy się dobijać? - mruknęłam, po czym wstałam, ubrałam na siebie lekki szlafrok i otworzyłam drzwi. W ostatnim momencie złapałam rękę jak się okazało Louis’a, który nadal walił w drzwi nie zwróciwszy uwagi, że już zostały one otwarte.
- Lou, czego ty chcesz? - zapytałam go z wyrzutem głośno ziewając.
- co wy jeszcze śpicie? - spytał Harry podchodząc do Louis’a.
- jest... - zerknęłam na wiszący na ścianie zegar - 7 rano, dajcie nam pospać.
- co jest? - Liam wraz z Ziall’em dołączyli do chłopców.
- dziewczyny jeszcze śpią - wyjaśnił im Tommo.
- i wygląda na to, że za żadne skarby nie wyciągniemy ich z łóżek - roześmiał się Hazz.
- za jakieś 2, 3 godziny pewnie same wstaniemy - odpowiedziałam.
- dobra, to my lecimy na stok... - wyjaśnił Liam - w razie co jesteśmy pod telefonami.
- ok, przyjęłam do wiadomości, zakodowałam i przekażę - uśmiechnęłam się - a teraz spadajcie już!
- pa skarbie - Harry pocałował mnie w policzek i po chwili całą piątką zniknęli w windzie.

Tatiana
- Peggie chodź już - krzyknęłam czekając z dziewczynami.
          Stałyśmy przy drzwiach naszego pokoju ubrane, z plecakami na ramionach i gotowe do wyjścia. Chciałyśmy jak najszybciej wyjść z hotelu. Miałyśmy bowiem plany niemal na cały dzień. Znając chłopaków gdy tylko trafią oni na stok tak szybko z niego nie zejdą. Dlatego postanowiłyśmy, że same z organizujemy sobie dzień.
          Śniadanie, a potem wypad na miasto. Trochę pozwiedzamy, obskoczymy centra handlowe, by zrobić pamiątkowe zakupy, a także pojedziemy na północną stronę Alp, by pochodzić szlakami. Wiadomo, że chłopcy zbytnio nie są wylewni do tak długiego chodzenia, dlatego idziemy same... może nie do końca, bo z inną grupą. 
          Pogoda idealnie dopisała jak na austriackie warunki, owszem było mroźnie, ale bardzo słonecznie. Także zaraz po zjedzonym śniadaniu tylko na chwilę wróciłyśmy do pokoju by ubrać się cieplej i wziąć potrzebne rzeczy. 
          Zabrałyśmy wszystko i wyszłyśmy na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Zeszłyśmy do holu kierując się do drzwi wyjściowych. 
- idziemy do chłopaków czy tylko powiadamiamy ich o swoich planach? - spojrzałam na swoje towarzyszki.
- chcę się nam iść na stok, tylko po to żeby powiedzieć im, że spadamy na miasto? - zapytała Els.
- nie! - zaprzeczyłyśmy roześmiane.
- dobrze - odparła Peggie wyciągając z kieszeni telefon - zadzwonię do Harry'ego, a on przekaże co i jak pozostałym - wystukała odpowiedni numer i przyłożyła telefon do ucha.

Margaret
- co jest słońce? - zapytał roześmiany.
- cześć kochanie, chciałam ci tylko powiedzieć, że nasza damska czwórka wybywa na miasto. Idziemy w teren.
- nie wpadniecie do nas? - jego ton głosu automatycznie się zmienił. Wyraźnie posmutniał. 
- kochanie, wy szalejecie na deskach, my sobie też znalazłyśmy zajęcie. Zobaczymy się wieczorem.
- dopiero wieczorem?
- nie marudź tylko słuchaj - skarciłam go - jedziemy na północną stronę gór na szlaki połazić. Przekaż co i jak gdyby pozostali pytali.
- dobrze... jak ich dogonię to im powiem - pożegnałam się i rozłączyłam.
- taki maruda z tego Harry'ego? - zapytała Danielle.
- mieli nadzieję, że do nich dołączymy - uśmiechnęłam się.
- tak, będę ich pieszo goniła gdy oni na tych deskach będą śmigali z 60/h - roześmiała się Els. 
- ok w drogę dziewczyny, ruszamy - poganiała nas Tani.
Roześmiane wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy do wybranego celu.

Zayn
          Po około 2 godzinach jazdy zmęczeni, jako że dawno nie mieliśmy okazji, aż tak szaleć zrobiliśmy sobie krótką przerwę w kawiarni z lokalizowanej na stoku, która zapewne miała wspierać i pokrzepiać turystów zarówno takich jak my, przyjezdnych jak i miejscowych Austriaków.
- zakwasy murowane - mruknął Harry.
- aż tak się zastałeś? - zaśmiałem się - Niall'owi się nie dziwię. Nie ćwiczy tak dużo jak ty, więcej siedzi i wcina co popadnie.
- wypraszam sobie - burknął Horan.
- a co nie jest tak?
          Nagle usłyszeliśmy głośny dźwięk syreny. Najpierw jednej, a potem... raz po raz ich dźwięk zagłuszał prowadzone na stoku rozmowy. Rozejrzeliśmy się dookoła i zauważyliśmy dziwne poruszenie na drogach. Samochody pogotowia ratunkowego i wozy strażackie mknęły jeden za drugim w niewiadomym celu.
          Zadarliśmy głowy do góry spoglądając w niebo, nad naszymi głowami przemknęły 2 helikoptery ratunkowe. 
- co się dzieje? - zapytał Lou rzucając w przestrzeń to w tej chwili tak istotne pytanie. 
- na skraju miasta zeszła lawina... - wyjaśnił nam jakiś mężczyzna stojący w progu kawiarni - niestety nie kontrolowana, ponoć pociągnęła za sobą ludzi.
- z której strony miasta? - zapytał nagle Harry.
- od północnej strony Alp, tam gdzie jest wejście do większości szlaków.
- Harry, co jest? - zapytał go Liam widząc jak ten jest poruszony tą wiadomością.
- dziewczyny tam pojechały - spojrzał na niego.
- gdzie pojechały? - zapytałem.
- na północną stronę miasta - wyjaśnił zdenerwowany Styles - dzwoniły jakąś chwilę temu powiedzieć nam, że jadą do miasta trochę pozwiedzać i Peggie powiedziała, że... - urwał.
 - dzwoń do niej - zasugerował Payne - ja spróbuje do Danielle, a wy spróbujcie się dodzwonić Tani i Els  -  spojrzał na mnie i Louis'a.
          Pośpiesznie wyciągnęliśmy telefony, szybkim spojrzeniem sprawdziliśmy czy tu w górach jest zasięg, po czym każdy z nas przyłożył aparat do ucha. Jeden sygnał... drugi... potem trzeci... nic... głucha cisza.
- nie odbiera - krzyknął Louis raz po raz wybierając numer Eleanor.
- ja mam to samo - odezwał się Liam
- cholera - jęknąłem lekko wkurzony, próbując jeszcze raz dodzwonić się do Tani. 
- Harry - Louis podszedł do niego - jak u ciebie?
- nic - mruknął wystraszony - głucha cisza.
- niech to! - krzyknął Tommo - co się z nimi dzieje?
- Zayn - spytał mnie Niall, ale ja nie słuchałem - Zayn? - szturchnął mnie, gdy nie zareagowałem.
          Stanął przede mną, bo kompletnie z nie ruchomiałem. Z telefonem przy uchu uparcie próbowałem dodzwonić się do Tani - Zayn! - krzyknął w końcu. 
- co? - zacisnąłem mocno rękę na telefonie by zapanować nad jej drżeniem i spojrzałem nieobecnym wzrokiem na niego.
- skup się stary... - złapał mnie za ramiona - musimy do nich pojechać.
- tak - otrząsnąłem się po pierwszym szoku - jedziemy - zdecydowałem szybko.
          Pośpiesznie zeszliśmy ze stoku, ekspresowo dotarliśmy do terenowego vana, który wynajęliśmy na ten dzień i po wrzuceniu całego sprzęt do bagażnika ruszyliśmy.
______________________________________________________

TA DAM!!!! Kolejny rozdział za nami.

Trochę się porobiło. Jak myślicie czy dziewczyną coś się stało? A może są całe i zdrowe? Tego dowiecie się w następnych rozdziałach. 

Mam nadzieję, że się podoba i zostawicie opinie co o nim sądzicie. 

Czekam na wasze komentarze :)

Dziękuję za wszystkie jakie zostawiliście pod wcześniejszym.

Chociaż mogło być ich więcej. Jesteście kochani <3

wtorek, 1 października 2013

# 35

Tatiana
          Wyszłam z windy i zmysłowym krokiem kierowałam się w stronę pokoju, przesuwając w tym samym czasie koniuszki palców po ścianie. Gdy doszłam, otworzyłam drzwi i odwróciłam się przodem do chłopaka. Przygryzłam usta i opierając się ściągnęłam szpilki. Rzuciłam je na podłogę i palcem wskazującym pokazałam mu coś w rodzaju „chodź za mną”.
          Weszłam do pokoju. Stanęłam na przeciw lustra wiszącego na ścianie. Szybkim ruchem głowy, przerzuciłam swoje włosy na lewe ramię. Zayn podszedł do mnie i objął od tyłu na wysokości moich bioder. Delikatnie musnął ustami ramię i składał kolejne pocałunki, zbliżając się przy tym do szyi. Spojrzałam na lustro, w jego odbiciu widziałam każdy ruch chłopaka. Delikatnie przygryzł moje ucho i szeptał czułe słówka, wodząc przy tym palcem wskazującym po szyi. Dostałam gęsiej skórki. Zayn jednym zwinnym ruchem odwrócił mnie. Chwycił mój podbródek i pocałował z niemałą namiętnością. Delikatnie podskoczyłam, a on złapał mnie za uda. Oplotłam swoje nogi wokół jego brzucha, nie przestając go całować.
          Podszedł i położył mnie delikatnie na łóżku. Rozsunął zamek sukienki, po czym rzucając ją w kąt. Obdarowywał moje ciało pocałunkami. Widać było, że Malik był bardzo spragniony, bo wręcz rzucił się na mój stanik. Całował moje piersi, ssał sutki. Teraz całował mnie przesuwając usta kolejno na mą szczękę, szyję, dekolt...
          Poddałam się całkowicie temu co robił, ale nie chcąc być mu dłużna podniosłam się lekko i pozbawiłam jego tors bluzki, po którym od razu zaczęłam błądzić dłońmi. W ten sposób w ciągu kilku minut, a może sekund... nie przerywając pocałunków leżeliśmy błądząc nawzajem dłońmi po swoich ciałach.
          Odsunęłam się od niego lekko i pchnęłam go na poduszki. Zaczęłam obsypywać pocałunkami jego tors, co jakiś czas zostawiając ślady w postaci malinek. Schodząc coraz niżej, bardziej czułam jego erekcję rosnącą na moim brzuchu. Nie chcąc go dłużej męczyć zsunęłam z niego zbędny materiał i wzięłam jego "przyjaciela" w dłoń. Nie udało mu się ukryć westchnięcia, co mnie cholernie usatysfakcjonowało i utwierdziło w przekonaniu, że robię to dobrze. Poruszałam coraz szybciej, co w rezultacie otrzymałam jęk w postaci mojego imienia i wiązanki przekleństw. Widziałam jak jego erekcja zaczyna niebezpiecznie drżeć, biodra automatycznie powędrowały w górę. Kiedy czułam, że już naprawdę wiele nie brakuje zaprzestałam cokolwiek robić, wspięłam się do góry i złączyłam nasze usta po raz setny już dzisiaj w namiętnym pocałunku.
          Zayn wykorzystując chwilę, nie rozdzielając ze sobą naszych warg zamienił nas miejscami i zawisł nade mną, jedną ręką podpierając się na poduszce zaraz obok mojej głowy, a drugą wsuwając pod dolną część mojej bielizny, zaczął drażnić mój czuły punkt. Następnie zdjął moje koronkowe majtki i całował wewnętrzną stronę moich ud. Rozchylił powoli moje nogi i wprowadził język do mojej pochwy. Jego postawione na żelu włosy łaskotały mnie w brzuch. Zawsze zastanawiało mnie to, że mimo, że Zayn był po kąpieli jego włosy zawsze były ułożone... magia? Nie, raczej nie, ale to co on robił swoim językiem zdecydowanie było magią. Wyginałam plecy z przyjemności, a jego jeszcze bardziej pobudzało to do zabawy. Kiedy już doprowadził mnie do szaleństwa swoim językiem, postanowił dłużej nie czekać. Założył prezerwatywę i delikatnie wszedł we mnie.
          W powietrzu kipiało pożądaniem. Każdy jego ruch był wypełniony zdecydowaniem, ale i delikatnością. Poruszał swoimi biodrami z taką gracją. Poruszał się delikatnie i powoli, ale z czasem wszystko działo się w zawrotnym tempie i czułam się niesamowicie, zwłaszcza kiedy miałam świadomość tego, że on czuje to samo co potwierdzały dźwięki jakie z ciebie wydawał, a najpiękniejsze było to, że miałam go przy sobie, kochałam go i miałam 100% pewność, że on mnie też. Przyśpieszał ile się jeszcze dało i czułam, że wiele nie brakuje nam obojgu do końca. Moje przeczucia okazały się słuszne, kiedy kilka chwil później doszliśmy równocześnie. Ułożył się obok mnie, przykrywając kołdrą, wtuliłam się w niego i automatycznie odpłynęłam w krainę morfeusza.

Margaret
          Kiedy obudziłam się, Harry już nie spał. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- cześć ślicznotko! - ucałował mnie i wrócił do patrzenia - jak się spało? Jesteś głodna? - zapytał z troską w głosie.
- hey, cudownie dawno się tak dobrze nie czułam i... może troszeczkę. Zaraz wstanę, ubiorę się i możemy iść.
- o nie nie! - zaprotestował - nigdzie nie idziesz! Zostaniesz tu! Sam pójdę nam coś zamówić a ty zostań i odpoczywaj!
- nie! Jeśli się stąd ruszamy to oboje - powiedziałam z oburzeniem.
- hehe uparta jesteś. W takim razie kochanie ubieraj się i idziemy.
          Harry podszedł do swojej walizki i wyciągnął z niej koszulkę i spodnie dresowe, które po chwili podał mi. Ubrałam się, dałam całusa Loczkowi i udałam się do swojego pokoju. Tam szybko założyłam na siebie jeansy, białą bokserkę i miętowy sweter. Wciągnęłam na nogi trampki i wybiegłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Hazzę i wspólnie zeszliśmy na dół. Trzymając się za ręce ruszyliśmy do restauracji. Chciałam już wejść kiedy zatrzymał mnie.
- Margaret wiem, że to co się między nami wczoraj wydarzyło było wspaniałe i może to nie odpowiednia chwila, ale dla pewności muszę się ciebie zapytać. Czy między nami jest już wszystko dobrze?
- Harry co to za pytanie oczywiście, że tak. Wszystko mi wyjaśniłeś i nie jestem na ciebie zła.
- w takim razie drugie pytanie. Zostałabyś moją dziewczyną?
- tak - uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
          Zadowoleni odszukaliśmy pozostałych i podeszliśmy do nich. Z daleko można było zauważyć zdziwienie, ale i radość na twarzach przyjaciół. Usiadłam koło siostry, zaś Harry na przeciwko, koło Zayn'a. Wszyscy tak jakoś dziwnie się na nas patrzyli. Nie wytrzymałam, wzięłam talerz i poszłam sobie coś nałożyć.
          Stojąc przy stole pełnym jedzenia zastanawiałam się co wziąć. W pewnym momencie pojawiła się Tani. Spojrzała na mnie i się cwaniacko uśmiechnęła.
- co ci chodzi po głowie? - spytałam.
- teraz już wiem, dlaczego wczoraj zniknęłaś, byłaś z Harry'm - zaśmiała się podkreślając imię chłopaka.
- ty to na prawdę jesteś szalona - powiedziałam nakładając sobie sałatki z orzechami i kierując się do naszego stolika.
- no co? martwiłam się o ciebie, ale widzę że nie potrzebnie. Jesteście razem? - zapytała, jak podeszłyśmy do stolika.
          Wszyscy na nas spojrzeli i wyczekiwali mojej odpowiedzi. Na szczęście Harry wstał i ustał koło mnie splatając nasze dłonie.
- tak, jesteśmy razem - odparł zadowolony. Widziałam, jak się szczerzy z radości.
          Zaczęli nam gratulować, przytulać i takie tam. Po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na przechadzkę po okolicy. Ubraliśmy się ciebie i ruszyliśmy.
          Obeszliśmy dosłownie całe miasteczko. Nie za brakło zabaw na śniegu. Bitwa na śnieszki, rzucanie w zaspy itp. Wykończeni dniem wróciliśmy do hotelu. Przebraliśmy się i wspólnie u chłopaków w pokoju przesiedzieliśmy wieczór rozmawiając, śmiejąc się i popijając lampki wina.
______________________________________________________

Siemka :)

Wiem, że rozdział jest krótki za co przepraszam. Również przepraszam, że nic nie dodawałam przez te dwa tygodnie.

Mam nadzieję, że się nie gniewacie i podoba wam się rozdział. Następny postaram się dodać szybciej.

CZYTACIE = KOMENTUJCIE!!!

Pozdrawiam wszystkich. Jesteście super :D

wtorek, 17 września 2013

# 34

Margaret 
          Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy się dobrze bawili. Siedziałam przy stoliku i popijałam szampana. Zostały dwie godziny do północny. Po tych wszystkich tańcach czułam jak mnie nogi bolą, więc postanowiłam pójść do pokoju przebrać buty. Wsiadałam do windy i wciskając odpowiedni guzik pojechałam na 4 piętro.
          Na samym wejściu zdjęłam szpilki, zostawiając je przy drzwiach. Sięgnęłam do walizki i wyciągnęłam z niej czarne baleriny, które od razu założyłam. Podnosząc się z łóżka i wychodząc z pokoju natknęłam się na Harry'ego.
- czego chcesz? - spytałam poirytowana jego widokiem. 
- porozmawiać.
- teraz zabrało ci się na rozmowy?
- muszę ci o czym powiedzieć zanim będzie za późno. Wiem ,że ostatnio okropnie zachowywałem się w stosunku do ciebie, ale uwierz nie miałem wyboru.
- już to mówiłeś, powtarzasz się.
- posłuchaj - zaczął - to co było między mną a Taylor...
- nie mam zamiaru słuchać co było między tobą a nią, rozumiesz!
- to nie tak, chciałem powiedzieć, że to wszystko było kłamstwem. Wytwórnia zmusiła mnie, abym udawał, że jesteśmy razem. Chcieli, żeby o nas było głośno, a zwłaszcza o Taylor.
- i po co mi to mówisz?
- chcę ci powiedzieć, że skończyłem z tym, definitywnie.
- i co z tego? Myślisz, że teraz rzucę ci się w ramiona i wszystko będzie dobrze?
- nie, ale... cholera spieprzyłem wszystko, nie powinienem... przepraszam.
- Harry, cieszę się, że powiedziałeś mi prawdę, ale to chyba za późno, aby mówić o nas. Miałeś swój czas i nie wykorzystałeś go, a ja wiecznie nie będę czekać - odparłam i chciałam zejść na dół.
- zaczekaj - powiedział schrypniętym głosem i wziął mnie za rękę.
          Splotłam jego palce ze swoimi i mocno uścisnęłam dając do zrozumienia, że jednak nie czuje do niego żalu. Byliśmy przyjaciółmi. Chyba od początku tak było. 
          Wciąż trzymał mnie za rękę. Chciałam ją cofnąć, lecz on tylko wzmocnił uścisk i wówczas poczułam pierwszy promyk nadziei rozkwitający w moim sercu. Nie chciałam jednak iść tą drogą, bo prowadziła donikąd. 
          Ale Harry nadal mnie nie puszczał. Zupełnie jakby nas przymurowało, jakby czas się zatrzymał. W końcu odważyłam się unieść wzrok. Łzy spływały po jego przystojnej twarzy. A gdy nasze oczy się spotkały, to jakby coś w nim pękło. Tak czy owak zniknęła gdzieś arogancka maska i uległ wreszcie miłości, którą tak długo ukrywał pod pozorami obojętności. 
          Jednak zamiast triumfować, że Harry wreszcie zdradził, co kryje w sercu, zamiast czuć satysfakcję i dumę ze zwycięstwa, ogarnęła mnie czułość i pragnienie opiekowania się nim. 
- tak bardzo tęskniłem za tobą - wyszeptał - za twoim uśmiechem, dotykiem...
- Harry - powiedziałam, lecz on przyciągnął mnie do siebie, a ja go nie odepchnęłam.
          Zmiękłam w jego ramionach, ale to Harry pierwszy mnie pocałował. Gdy nasze wargi się zetknęły, zamknęłam oczy, czując dreszcz przechodzący przez ciało. Czułam, jakby to był mój pierwszy pocałunek w życiu. Miał miękkie wargi, przylgnęliśmy do siebie z namiętnością, która przyćmiła wszystkie wcześniejsze uczucia. Jeżeli kiedykolwiek wątpiłam w miłość Harry'ego, to teraz byłam jej pewna. Otoczyłam nogami jego biodra, gdy wniósł mnie do pokoju i kopnięciem zamknął drzwi.

Tatiana
          Czas biegł nie ubłagalnie. Stałam oparta o blat baru czekając na kolejnego drinka. Spoglądałam na bawiący się tłum. Widziałam jak Louis szaleje wraz z Els, Danielle tańczy z Liam'em i nawet Niall będąc sam świetnie się bawił. Zaciekawiło mnie tylko, gdzie podziała się Peggie. Od dobrych 30 minut jej nie widziałam. Zastanawiając się zauważyłam zmierzającego w moim kierunku Zayn'a. Z jego twarzy nie z schodził dzisiaj uśmiech.
 - zatańczymy? - zaproponował podając mi swoją dłoń.
          Złapałam ją i mimowolnie przywarła do chłopaka. Za naszych plecami grała cichutko nasza ulubiona melodia. Chciałam tak trwać wiecznie. W tej chwili nie liczyło się co działo się na zewnątrz. Liczyliśmy się tylko my. Kochałam tego chłopaka całym sercem i wiedziałam, że on mnie też. Czułam się przy nim bezpiecznie szczęśliwa.
- Zayn, widziałeś może Peggie? Nigdzie nie mogę jej znaleźć, martwię się o nią.
- kochanie na pewno gdzieś tu jest, albo poszła na górę. Nie masz się o co martwisz - pocałował mnie czule w czoło.
- może i masz rację - powiedziałam wtulając się w jego klatkę.
          Tuż przed północą wszyscy wyszliśmy na balkon. Każdy odliczał do nowego roku, a gdy wybiła północ pierwsze co pocałowałam namiętnie Zayn'a, następnie składając mu noworoczne życzenia. Oglądaliśmy pokaz fajerwerk.
          Mimo, że na dworze było strasznie zimno to nie przeszkadzało mi. Stałam tam w objęciach ukochanego mężczyzny, pojąc się każda chwilą.
- wiesz czego najbardziej pragnę? - szepnął mi do ucha?
- nie mam zielonego pojęcia - wyszeptałam.
- chciałbym, w tym już Nowym Roku mógł spędzać z Tobą każdą chwile. Pragnę być z Tobą na dobre i złe. Nawet wtedy kiedy nie będziesz chciała mnie widzieć - zaśmiał się cicho - chcę czuć, że jestem ci potrzebny. Chcę byś wiedziała, że zawsze możesz na mnie liczyć w każdej sytuacji. Dołożę też wszelkich starań, by twoje życie stało się jeszcze piękniejsze. Obiecuję - kiedy skończył, leciutko pochylił się nade mną i złożył na ustach nie zapomniany pocałunek.
- choć, bo mi się przeziębisz - wziął mnie za rękę i zaprowadził do sali, gdzie posadził na krześle. Usiadł koło mnie i podał mi nie duże pudełeczko.
- proszę to dla ciebie - rzekł spoglądając na mnie.
- ale mówiłam ci żebyś nic mi nie kupował. Wystarczy to, że jestem tu i teraz z tobą niczego więcej mi nie potrzeba.
- skarbie otwórz, mam nadzieje, że ci się spodoba.
          Podniosłam wieczko pudełeczka i w środku ukazała mi się srebrna bransoletka z drobnych serduszek. Nie mogłam wydusić żadnego słowa z podziwu. Czułam jak po policzkach spływają mi łzy... łzy szczęścia. Otarłam je delikatnie i przytuliłam chłopaka.
- nie płacz kochanie - wyjął z moich dłoni bransoletkę i założył na nadgarstek.
- dziekuję - uśmiechnęłam się do niego, co od razu odwzajemnił.
          Przez chwilę wpatrywałam się w nią, a następnie przysunęłam się bliżej ukochanego i pocałowałam go. To najwspanialny sylwester jaki mogłam sobie wymarzyć. Zayn złapał mnie za rękę i razem wyszliśmy z sali. Udaliśmy się na górę do mojego pokoju.

Margaret
          Przycisnął mnie do ściany. Siła pożądania odebrała mi oddech, ale nadal byłam Margaret Johnson, kiedy zaczął całować moją szyję. Trzymałam go w objęciach i gładziłam miękkie włosy na karku. Zamknął oczy i przycisnął czoło do mojego.
          Ujęłam jego twarz w dłonie i spojrzałam mu głęboko w oczy. Zniknął gdzieś arogancki obiekt kobiecych westchnień, a pozostał jedynie Harry Styles, chłopak zakochany w dziewczynie.
- kocham cię - powiedział, obsypując pocałunkami moje oczy, nos, usta, szyję, ramiona - kocham cię, kocham cię, kocham cię.
          Powtarzałam to samo, aż nasze głosy zlały się w jedno „kocham cię, kocham cię, kocham cię" - jakbyśmy chcieli wynagrodzić stracony czas, gdy ukrywaliśmy przed sobą, co naprawdę czujemy. 
Nadal się całowaliśmy, gdy wsunął ręce pod moją bluzkę. Uśmiechnęłam się.
- pomóc ci? - spytałam.
          Uniosłam ręce, pozwalając mu ściągnąć bluzkę przez głowę, po czym gorączkowo zaczęłam go rozbierać, zdejmując kurtkę, rozpinając koszulę, bo pragnęłam dotknąć jego nagiej skóry tak bardzo, że graniczyło to z paniką. Potrzebowałam go i pragnęła, tu i teraz. 
          Styles zaniósł mnie na łóżko, a potem zrzucili z siebie resztę garderoby, uśmiechając się do siebie nieśmiało. Po chwili leżał na mnie i obsypywał moje ciało pocałunkami. 
- jesteś taka piękna - wyszeptał.
- nawet przy wszystkich tych dziewczynach? - zakpiłam, szczypiąc go w szyję.
- to było łatwe, bo żadna z nich nie była tobą - przesunęłam dłońmi po jego płaskim, umięśnionym brzuchu.
- tak bardzo cię kocham - krzyknął, gdy we mnie wszedł, a ja westchnęłam i mocniej do niego przywarłam. Zatraciłam się w rozkoszy, jaką dawały jego ciało i miłość, osiągając wyżyny spełnienia, na które nigdy dotąd się nie wzniosłam. 
          Leżąc po wszystkim z głową na jego piersi, czułam się dziwnie spokojna. Harry spał głęboko. Ach, ci chłopcy! Musnęłam wargami jego szyję, a on pocałował mnie zaspany.
          Nie pamiętam, kiedy czułam się taka szczęśliwa. Miłość, jaką czułam do niego, była drogocennym darem - delikatnym, cudownym kloszem, w którym tkwiliśmy oboje, która obejmowała cały świat, cały wszechświat.
          Kochałam i byłam kochana - tylko to się liczyło. Jakie to proste. Moja dusza zaznała spokoju. Byłam szczęśliwa i zadowolona z życia. Wszystko będzie dobrze. Dostałam to, czego pragnęłam. Proś, a będzie ci dane. I dostałam to w nadmiarze. 
- o czym myślisz? - spytał - masz taką poważną minę.
          Odwróciłam się do niego i obdarzyła pocałunkiem. Jednym z wielu, jakimi będziemy się dzielić przez całe życie. 
- pomyślałam, że powinniśmy zrobić to jeszcze raz - tak też zrobiliśmy.
          Tej nocy czułam się najwspanialej w życiu. W końcu spęłniło mi się to co pragnęłam od bardzo dawna.
______________________________________________________

Cześć kochani :D

Co sądzicie?? Nie wyszedł mi tak jak chciałam i musiałam kilka razy zmieniać co nie co, ale myślę że może być.

No to sprawa z Harry'm się wyjaśniła. Cieszycie się, że w końcu są razem?? Jak myslicie co się dalej wydarzy??

Dobra, koniec przynudzania, mam nadzieję, że rozdział się podoba i liczę na Wasze opinie.

Pozdrawiam :) Kocham Was <3

wtorek, 10 września 2013

# 33

Harry 
          Te święta szybko zleciały. Nie wiadomo kiedy trzeba było wracać do Londynu, ale wcześniej musiałem załatwić bardzo dla mnie ważną sprawę. Pożegnałem się z mamą, siostrą Gemmą, ojczymem i machając im wsiadłem do samochodu i odjechałem. Pierwsze co pojechałem na lotnisko Heathrow i poleciałem do USA, aby zakończyć w końcu ten związek. Przez niego nie mogę osiągnąć to co bardzo od dawna pragnę. 
          Będąc na pokładzie samolotu zastanawiałem się jak to wszystko rozegrać, co jej powiedzieć. Muszę być w tej sprawie stanowczym. Nie obchodzą mnie jakieś konsekwencje, które wynikną z mojej decyzji. To przewyższa wszystkie oczekiwania i mam tego dość. 
          Lot trwał 11 godzin, ale w połowie musiałem zasnąć, bo obudziła mnie stewardesa. Wysiadłem i zmierzałem po swój bagaż. Następnie taksówką udałem się do centrum Los Angeles. Zameldowałem się w hotelu na ten czas pobytu tutaj, po czym ruszyłem na umówione miejsce z Taylor.
          Gdy dojechałem zapłaciłem kierowcy i skierowałem się w odpowiednie miejsce. Kiedy się zbliżałem zauważyłem ją siedzącą koło fontanny. Podszedłem i przywitałem się.
- hey - rzekła  radośnie i chciała mnie pocałować, ale odsunąłem się od niej. Spojrzała mnie zdziwiona moim zachowaniem. Postanowiłem nie czekać dłużej. 
- Taylor to koniec, zrywam naszą umowę - oznajmiłem wprost.
- wiesz, że nie możesz tego zrobić. Nie minęło jeszcze 6 miesięcy - powiedziała.
- nic mnie to nie obchodzi, rozmawiałem już z Paulem i o wszystkim go po informowałem - chciałem odejść, ale złapał mnie za nadgarstek.
- to przez Peggie tak? To przez nią zrywasz naszą umowę. Co ona takiego ma? To zwykła dziwka - powiedziała bez żadnych skrupułów.
- nie masz prawa jej tak nazywać - krzyknąłem - nie znasz jej...
- a niby ty ją znasz, raz się spotkaliście i co?
- nie twoja sprawa, a po za tym ty nie jesteś lepsza. Spotykasz się co i rusz z nowym i myślisz, że to takie fajne. Jesteś żałosna - warknąłem i po prostu odszedłem.
          W środku cały się gotowałem. Gdybym nie odszedł to jeszcze trochę i nie wiem co bym jej zrobił. Jak ona śmiała nazwać Peggie dziwką. Wkurzony szedłem i kopałem wszystko co stanęło mi na drodze. Wsadziłem ręce do kieszeni spodni i zmierzałem do jakiegoś baru. Musiałem się teraz czegoś napić. To zbyt dużo emocji jak dla mnie. 

Tatiana
- na reszcie w domu - powiedzieliśmy wręcz równo, wchodząc do środka. Wybuchnęliśmy śmiechem, tym samym z ściągając domowników do korytarza.
          Przywitaliśmy się z Louis'em i Niall'em. Zanieśliśmy walizki na górę i udaliśmy się do salonu. Chłopcy zaczęli opowiadać sobie co się w te kilka dni wydarzyło, a ja postanowiłam zadzwonić do mamy. Po informowałam ją, że już wróciliśmy. Pogadałam z nią chwilę, po czym wróciłam do salonu. 
          Po południu pojawił się Liam, a 2 godziny później przyjechał Harry. W komplecie zjedliśmy obiad i każdy rozszedł się do swojego pokoju odpocząć.
          Leżałam z Zayn'em w milczeniu na łóżku. Zastanawiałam się co się stało z Harry'm. Wyglądał jakoś inaczej niż zwykle. Coś musiało się wydarzyć. Bez powodu by się tak nie zachowywał.
          Po godzinie leniuchowania wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Zauważyłam, że Peggie nawet przyszła. Przytuliłam ją i wszyscy usiedliśmy przed telewizorem. Louis przełączał kanały, ale nic nie było ciekawego do oglądania. Wpadliśmy na świetny pomysł. Ubraliśmy się ciepło i udaliśmy się na miasto połazić. Wcześniej zadzwoniliśmy jeszcze po Danielle i Eleanor. Łaziliśmy tak, aż w pewnym momencie doszliśmy do parku. Stanęliśmy i zastanawialiśmy się gdzie dalej iść. Nabrałam trochę śniegu i spoglądałam na przyjaciół.
- no to co robimy? - spytałam w dłoniach trzymając śnieżkę i przerzucając ją z ręki do ręki.
- masz zamiar zrobić coś konkretnego z tą kulką? - zapytał mnie Zayn.
- dobre pytanie - spojrzałam na niego.
- nie odważysz się - spojrzał na mnie pewnym wzrokiem, ale dla bezpieczeństwa odsunął się kilka kroków do tyłu i stanął w bezpiecznej ode mnie odległości.
- wiesz co? - uśmiechnęłam się - masz rację... - przyznałam po chwili - to zabawa dla dzieci - podsumowałam. 
- czyli mogę...?
- tak Zayn możesz bezpiecznie do niej podejść - powiedziała ze śmiechem Dan podejrzewając, że to jednak nie koniec tematu śnieżek. Widziała, że coś planuje i chciała mi w tym pomóc. 
          Mulat uspokojony stanął przede mną, objął mnie w talii i spojrzał w oczy. 
- wiedziałem, że mnie oszczędzisz - uśmiechnął się i nachylił by mnie pocałować. Objęłam go za szyję przytulając się do niego.
- jesteś tego pewien? - szepnęłam mu do ucha, po czym wrzuciłam śnieżkę za jego koszulę.
- o rany! - krzyknął - jakie to zimne! - zaczął intensywnie wymachiwać rękoma chcąc pozbyć się tej jakże niemiłej niespodzianki. Kiedy już jako tako doprowadził się do ładu spojrzał na mnie. Dla bezpieczeństwa trzymałam w dłoniach kolejną śnieżkę. 
- Zayn - odezwała się Peggie - wiem, że to pewnie nie było przyjemne... - widziałam jak próbuje zachować powagę niemal krztusząc się ze śmiechu - ale wyglądałeś naprawdę komicznie - zaśmiała się. 
- by was... - krzyknął i szybkim zwinnym ruchem zebrał z ziemi trochę śniegu, uformował z niego kulę i rzucił nią w Margaret.
- za co to? - zapytała zdezorientowana.
- za wyśmiewanie się - odpowiedział i dodatkowo pokazał jej język.
- wojna na śnieżki!!! - ryknął na całe gardło Niall i rzucił śnieżką w Liam’a.
          I wtedy się zaczęło. Nikt nie był bezpieczny, nikt nie miał żadnych forów. Każdy przeciw każdemu, choć trzeba przyznać, że my dziewczyny solidaryzowałyśmy się ze sobą organizując zmasowany atak na chłopaków. Po kilkunastu minutach byliśmy całkowicie oblepieni śniegiem.
          Postanowiliśmy wrócić do domu. Od razu przebrałam się w suche ciuchy. Związałam włosy w kitka i zeszłam do pozostałych. Usiedliśmy wygodnie na sofie i zaczęliśmy rozmawiać. 
- wiecie, zbliża się sylwester... wy macie wolne, my też i pomyślałam, że może wyjedziemy gdzieś... na narty... spędzimy go razem? - spytałam pozostałych.
- mi pasuje - powiedział Niall.
- mi też - dodali Zayn i Louis.
- z chęcią... przyda nam się trochę odpoczynku - odparł Payne
- tylko gdzie proponujesz? - zapytała mnie Peggie.
- zastanawiałam się nad Austrią. Jestem tam świetny ośrodek wypoczynkowy. 
- no to ustalone.
          Kolejne dni składały się na planowaniem wyjazdu. Chłopcy rezerwowali nocleg oraz bilety lotnicze, a my dziewczyny pilnowałyśmy, aby wszystko spakować. Dwa dni później siedzieliśmy wygodnie w samolocie i lecieliśmy na zimowe wakacje.
          Dolecieliśmy, zameldowaliśmy się w hotelu, po czym udaliśmy się do swoich pokoi, aby się rozpakować. Wiadomo, że nie które pary wolałyby być razem, ale ze względu na Peggie, która jest sama i z pewnością nie chciałaby mieć pokoju, z którymś chłopaków, podzieliliśmy się, że ja mam z sis, Dan jest z Els, Harry z Zayn'em, a Liam, Lou i Niall razem.
          O 18:00 zeszliśmy na dół do hotelowej restauracji zjeść kolację. Następnie wróciliśmy na górę odpocząć po męczącym dniu. 

31 GRUDZIEŃ, SYLWESTER

          Na zegarze dochodziła 17:10. Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na poduszkę. Jeszcze jakieś cztery miesiące temu martwiłam się, kolejnego sylwestra spędzę wraz z mamą i siostrą. Kochałam je... bardzo jednak chciałam, by choć raz ten ostatni dzień starego roku spędzić w wyjątkowy sposób. 
          Dzisiejszy dzień miał być najwspanialszym dniem tego roku. Spędzę go nie tylko z Peggie, ale również z przyjaciółmi i fantastycznym chłopakiem, który zawrócił mi w głowie od samego początku. 
          Przebrałam się w śliczną żółta neonową spódniczkę, czarną koronkową bluzkę oraz wysokie szpilki. Dziewczyny również wyglądały pięknie. Danielle miała na sobie czarne świecące spodenki, żółtawą bluzkę i tego samego koloru botki we wzorki. Eleanor założyła czarna koronkową sukienkę z odsłoniętymi plecami, zaś Margaret skórzaną spódniczkę, czarną bluzeczkę na ramiączka z napisem "Peace" oraz  wysokie, czerwone szpilki.
          Zabrałyśmy torebki i wyszłyśmy z pokoju. Windą zjechałyśmy na sam dół. Z daleka było można usłyszeć głośną muzykę. Udałyśmy się do restauracji, gdzie organizowana była impreza sylwestrowa. Chłopcy czekali na nas przed wejściem, a następnie wszyscy weszliśmy do środka.
______________________________________________________

Hey!!!

Prosiliście, abym dodała nowy rozdział, dopóki nie macie

nacisku na naukę, więc jest.

Mam nadzieję, że się spodoba. Kolejny, jak się uda

powinien być nie długo.

Dobra nie zanudzam, zapraszam do czytania. 

wtorek, 3 września 2013

# 32

Tatiana
          Stałam z Zayn'em, Peggie i mamą na lotnisku. Reszta już poleciała, a my nadal czekaliśmy. Zayn zabiera mnie do swojego rodzinnego miasta, abym poznała jego rodzinę. Trochę denerwuję się tym spotkaniem. Nie mam pojęcia czy mnie polubią. Co o mnie pomyślą.
          Pasażerowie lotu 215 z Londynu do Bradford proszeni są do wejścia nr 15 - usłyszeliśmy wezwanie i po krótkiej chwili pożegnań udaliśmy się do odpowiedniego wyjścia, a później weszliśmy na pokład samolotu.
- jak się czujesz? - spytał Zayn siadając koło mnie.
- dobrze - odpowiedziałam szybko wpatrując się w okno.
- nie bój się, na pewno cię polubią - powiedział łapiąc mnie za rękę. Mam taką nadzieję - pomyślałam i spojrzałam przez okno samolotu.
          Lot minął dosyć szybko i już po godzinie wylądowaliśmy na lotnisku w Bradford. Zabraliśmy swoje walizki i wyszliśmy z lotniska. Na postoju taksówek, wsiedliśmy do jednej i ruszyliśmy w stronę domu.
          Parę minut później zatrzymaliśmy się przed nie dużym, ale za to pięknym domem. Wysiedliśmy, kierowca pomóc wyciągnąć walizki, po czym odjechał.
          Stałam i wpatrywałam się w budynek. Poczułam jaka Zayn łapie mnie za ręce, za pewne aby dodać mi otuchy. Żebym wiedziała, że jest tutaj ze mną... że będzie dobrze.
- kochanie, będzie dobrze zobaczysz, a jak nie to wcześniej wrócimy do Londynu.
- nie, w żadnym wypadku. Są święta i powinieneś je spędzić je z rodziną - zaprzeczyłam.
- Tani, jesteś dla mnie bardzo ważne i teraz liczy się twoje szczęście, a jak będziesz się źle czuła wokół nich od razu mi powiedz, ok?
- okey - przytaknęłam.
- Zayn, synku... w końcu jesteś - z domu wyszła kobieta, za pewne jego mama.
- cześć mamo - podszedł do niej i mocno przytulił.
- a co to za piękna dziewczyna? - zapytała wpatrując się we mnie.
- mamo, to Tatiana, moja dziewczyna - oznajmił mój chłopak stając obok.
- to jest ta, która zawróciła ci w głowie... - rzekła uśmiechając się do mnie czule.
- mamo! - jęknął.
- nic nie szkodzi, mi również miło Panią poznać - powiedziałam.
- och mów mi Trisha - poprosiła przytulając mnie. Byłam lekko zdziwiona, ale odwzajemniła uścisk - no dobra chodźcie do domu, bo mi tu zmarzniecie - zabraliśmy walizki z weszliśmy do domu.
          Po zapoznaniu się z całą rodziną Zayn'a, która okazała się wyjątkowo miła, czego się obawiałam zjedliśmy wspólnie kolację. Następnie nadszedł czas na wręczenie wszystkim prezenty.
          Po wszystkim usiedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Od mojego i mulata poznania, po zainteresowania, aż do rozmowie o przyszłości.

Margaret
          Pożegnałyśmy się z siostrą i Zayn'em. Odeszli do odprawy, a my podeszłyśmy do okna i obserwowałyśmy jak samolot wznosi się w górę, po czym wyszłyśmy z lotniska i wróciłyśmy do domu.
          Weszłyśmy do ogromnego, pustego domu. Zapaliłam światło i zdejmując w korytarzu płaszcz oraz kozaki ruszyłam do salonu. Usiadłam na kanapie i dopiero po chwili zauważyłam stojącą w rogu pokoju dużą ozdobioną choinkę. Nie przypominam sobie, żebyśmy ją ubierały.
- mamo z skąd ona się tu wzięła? - zapytałam.
- dzisiaj po południu ją ubrałam, zanim przyjechałam do was. Przecież święta bez choinki to nie są święta - stwierdziła.
- kocham cię mamo - wstałam i ją przytuliłam.
- tez cię kocham córeczko.
          Resztę wieczoru spędziłyśmy na oglądaniu świątecznych filmów, jakie leciały w telewizji. Przy okazji popijałyśmy gorącą czekoladę i objadałyśmy się słodkościami. Już nie pamiętam kiedy spędziłam taki cudowny wieczór z moją rodzicielką. Przeważnie była zapracowana i zbytnio mało czasu poświęcała nam.
          Po czwarty czy piątym filmie z kolei zmęczone postanowiłyśmy pójść na górę spać. Wzięłam szybki i orzeźwiający prysznic, po czym ubrałam piżamę i udałam się pokoju. Położyłam się do łóżka i w krótkim czasie zasnęłam odpływając do krainy snów.

Tatiana
          Siedziałam wspólnie z siostrami Malika na górze i rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Muszę przyznać, że świetnie się z nimi dogaduję. Bardzo je polubiłam i chyba one mnie też.
          Nagle ktoś zapukał do drzwi, a po chwili ukazała się radosna głowa mojego chłopaka.
- hey sprawdzam, czy mi Tani nie wymęczyłyście - rzekł wchodząc do środka.
- spokojnie one są wspaniałe - oznajmiłam.
- co cię tu sprowadza braciszku, bo trochę przeszkadzasz - powiedziała Waliyha.
- przyszedłem porwać moją dziewczynę na spacer po okolicy - po informował przytulając mnie od tyłu.
- a z skąd pewność, że się zgodzi? - spytałam drocząc się z nim.
- męska intuicja... no ubieraj się - rozkazał i guzik z spokojnego po południa.
          Ubrałam buty, płaszcz i razem z Mulatem opuściliśmy dom. Szliśmy zasypanym chodnikiem wzdłuż ulicami miasta. Minęło sporo czasu, a my nadal szliśmy. Po woli zaczynałam się denerwować, bo nie miałam pojęcia gdzie mnie ten wariat ciągnie.
- możesz mi powiedzieć gdzie idziemy? - zapytałam w końcu, bo wiedziałam że dłużej tego nie wytrzymam. Nigdy nie lubiłam czegoś nie wiedzieć. Zawsze musiałam mieć wszystko jasno wyjaśnione.
- jeszcze trochę i dojdziemy - odparł.
- ale gdzie? Wiesz, że nie lubię niespodzianek - zadałam kolejne pytanie.
- chcę ci pokazać moje ulubione miejsce, gdzie często chodziłem - powiedział i już po paru metrach doszliśmy do polany.
          Wszędzie wokół było pełno drzew. Śnieg pokrywał wszystko grubą warstwą, a na środku stała drewniana altana. Nie mogłam uwierzyć, że tu jest tak pięknie. Po raz któryś z kolei Zayn zrobił taką wspaniałą niespodziankę, zabierając mnie w takie miejsce.
- jesteśmy na miejscy - wyszczerzył się.
- to tutaj przychodziłeś?
- tak - odparł i podeszliśmy do altanki. Usiedliśmy wewnątrz niej przytulając się do siebie.
          Wpatrywaliśmy się przed siebie. Niebo było błękitne i po chwili zaczął padać śnieg. Czułam się wspaniale. Miałam cudownego chłopaka, siedziałam z nim w takim uroczym miejscu. Po prostu żyć i nie umierać.
- są tu piękne zachody słońca - po informował.
- mamy zamiar siedzieć tu do wieczora? - spytałam zaciekawiona.
- jeśli masz ochotę - powiedział całując mnie czule w czoło.
- to zależy czy będzie mocno zimno - rzekłam wtulając się w niego jeszcze bardziej.
          Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas, napawając się naszą bliskością, ale nie potrwało to zbyt długo. Zawiał mocny i jednocześnie lodowaty wiatr, że od razu zaczęłam się trząść. Czułam na swojej skórze gęsią skórkię. Policzki piekły mnie już od zimna, nie wspominając o uszach i nosie. Postanowiliśmy natychmiast wrócić do domu.
______________________________________________________

Cześć wszystkim!!!

Jak tam po wakacjach?? Znów szkoła, do której teraz chodzicie??

Ja się przyznaję, że zaczynam 3 rok studiów, ale to dopiero 28 września.

Co do rozdziału liczę, że się podoba.

Czekam na wasze komentarze :)

Do następnego, Kocham Was <3